Dziennik Gazeta Prawana logo

Odtworzenie minuty lotu trwa pięć godzin

30 kwietnia 2010, 08:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rozmowy załogi i dźwięki z kabiny pilotów prezydenckiego tupolewa, który rozbił się koło Smoleńska, badane są na cyfrowej kopii nagrań. Odtworzenie jednej minuty trwa nawet pięć godzin. "Dziennik Gazeta Prawna" ujawnia, jak się to się odbywa i co się dzieje z oryginalnymi nagraniami.

Oryginalne taśmy wciąż spoczywają w sejfie w moskiewskiej siedzibie Międzypaństwowej Komisji Lotniczej. Zapisy z czarnej skrzynki, czyli rosyjskiego rejestratora MARS-BM, są zaplombowane rosyjskimi pieczęciami. Do plomby doczepione są podpisy rosyjskich prokuratorów, członków ich komisji, dwóch polskich ekspertów i pułkownika Zbigniewa Rzepy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Badanie rozmów załogi i dźwięków z kabiny pilotów odbywa się na cyfrowej kopii nagrań, zapisanej na twardym dysku komputera.

Prokurator Rzepa przyleciał do Smoleńska w sobotę 10 kwietnia około godz. 18 wraz z płk. Ireneuszem Szelągiem, szefem warszawskiej wojskowej prokuratury okręgowej. "Przy nas Rosjanie znaleźli dwie pierwsze czarne skrzynki. Zaplombowali je. Jeszcze przed północą wraz z dwoma ekspertami polskich komisji polecieliśmy do Moskwy" – opowiada płk Rzepa. Dzień zaczynał o godz. 9 rano. Z członkami komisji zasiadali w strzeżonym pomieszczeniu przed stanowiskiem odsłuchowym. "Dosłownie każdą minutę przesłuchiwaliśmy po 4 – 5 godzin. Nagranie z kokpitu jest bardzo zanieczyszczone" – opowiada „DGP” wojskowy prokurator.

Po każdym dniu pracy Rosjanie sporządzali protokół, pod którym podpisywał się także płk Rzepa. "Kończyliśmy koło godz. 18 – 19. Każdego dnia byłem głównie świadkiem prac nad nagraniami. Polscy eksperci byli aktywni, także odczytywali zapis nagrań" – relacjonuje Rzepa.

W tym samym czasie dwaj inni prokuratorzy, także w Moskwie, asystowali przy identyfikacji zwłok.

Z kolei w Smoleńsku od niedzieli pracowało czterech prokuratorów wojskowych, których zadaniem było ewidencjonowanie wspólnie z Rosjanami części rozbitego samolotu. A także przesłuchiwanie świadków, w tym pracowników lotniska Siewiernyj. "Cały dzień w błocie. Robili zdjęcia, opisywali każdy najmniejszy kawałek maszyny, dopóki nie udało się zebrać najważniejszych podzespołów Tu-154M" – mówi Rzepa.

...czytaj dalej

Prokuratorzy za udział w śledztwie płacili z własnej kieszeni. W środę ujawniliśmy, że nie dostali pieniędzy na wyjazd, a nocleg organizowali im Rosjanie. Tylko płk Rzepa nocował w polskiej ambasadzie w Moskwie. Dopiero teraz MON zwraca im koszty. "Prokuratorzy nie nawiązali kontaktu z ambasadą, nie zgłaszali potrzeby zaangażowania się naszej placówki w rozwiązanie kwestii zakwaterowania. W takich sytuacjach wystarcza przesłanie faksem prośby o zapewnienie miejsc hotelowych, pokrycie kosztów, do późniejszego rozliczenia pomiędzy instytucjami" – tłumaczy Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ. Dodaje, że pracownica ambasady przyjechała do Smoleńska 13 kwietnia. "Pomagała prokuratorom. Dołączył do niej także tłumacz, który pracował społecznie".

Oskarżyciele wyjechali z Moskwy 17 kwietnia. Płk Rzepa wrócił 21 kwietnia. Teraz w Rosji pracuje płk Jarosław Ciepłowski z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Jest oficerem łącznikowym między polską a rosyjską stroną.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj