: To była największa w naszej historii operacja o skomplikowanej logistyce. W warszawskiej operacji o kryptonimie ”Pamięć” i krakowskiej
"Pożegnanie" wzięło udział ok. 8 tys. funkcjonariuszy. Już w kilka minut po potwierdzeniu, że doszło do katastrofy, zaczął działać sztab kryzysowy. Musiał działać non
stop, planowanie jakichkolwiek ruchów z dużym wyprzedzeniem było niemożliwe - wszystko się zmieniało, to była operacja na żywym organizmie. Jedną z pierwszych decyzji była mobilizacja
naszych psychologów, aby zapewnili pomoc rodzinom ofiar.
Wszyscy sami zgłosili się do pracy. Pierwsi wsiedli do pociągu wracającego ze Smoleńska. W kolejnych dniach pojechali do Moskwy, gdzie całą dobę byli dostępni dla rodzin ofiar. W kraju
pracowali w ramach utworzonego punktu pomocy psychologicznej w Novotelu, a później na Torwarze, gdzie wystawione były trumny. W sumie zaangażowaliśmy do tego 73 naszych psychologów. I wiem, że
również dla tych profesjonalistów, którzy wiele w życiu już widzieli, były to traumatyczne chwile.
Do Moskwy wyleciało siedmiu najlepszych fachowców w tej dziedzinie. Były wśród nich osoby z doświadczeniami zdobytymi podczas identyfikacji zwłok w wyniku tsunami w Tajlandii. Trudno im było
w tej sytuacji pozostać obojętnym wobec obrazów, które zobaczyli.
czytaj dalej >>>
To prawda, warunki dyktowała chmura pyłu wulkanicznego. Ostateczna decyzja o locie do Krakowa zapadła o 6.40 rano, w dniu pogrzebu. Oznaczało to maksymalną mobilizację. Bo alternatywą była
podróż przez cały kraj, drogami. Czyli musielibyśmy w ciągu kilkudziesięciu minut zapewnić patrole na każdym skrzyżowaniu między Warszawą a Krakowem. I to nie na jednej trasie, ale też na
alternatywnej. Podobna niepewność była związana z przylotami głów państw.
Bo nie było takich zdarzeń. Wiele wysiłku włożyliśmy w prewencję i w działania, których z założenia nie powinno być widać. I dowodem na nasz profesjonalizm jest chociażby brak w mediach
zdjęć policyjnych snajperów. A zapewniam, że byli obecni tam, gdzie powinni.
Wszystkie wydatki związane z uroczystościami pokryję z budżetu Komendy Głównej. W sumie jest to kwota ok. 950 tys. zł.
Liczba interwencji, które podejmowaliśmy w tych dniach, była taka sama jak w dniach poprzedzających katastrofę. Na gorącym uczynku zatrzymywaliśmy podobną liczbę sprawców. Różnica była
taka, że z tym samym zjawiskiem musiało sobie radzić mniej policjantów. I zdali egzamin.