Dziennik Gazeta Prawana logo

500 złotych grzywny za tortury staruszek

11 września 2008, 12:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Filmy nagrane ukrytą kamerą w domu spokojnej starości wstrząsnęły Polską. W podwarszawskiej Radości staruszki były lżone, bite, wlewano im do gardeł wrzątek, myto zimą przy otwartym oknie. Dziś pięcioro oskarżonych stanęło przed sądem. Dwójka usłyszała już wyroki - zaledwie rok więzienia, w dodatku w zawieszeniu, i po 500 złotych grzywny.

"Zamknij mordę!", "Otwórz mordę, żryj!" - tak do starych, schorowanych kobiet w prywatnym domu opieki w podwarszawskiej Radości wrzeszczeli opiekunowie i opiekunki.

Sprawa wyszła na jaw w grudniu 2007 roku, kiedy media ujawniły filmy nagrane z ukrycia telefonem komórkowym. Zrobił je Łukasz K. Pracował w Radości w ramach zastępczej służby wojskowej. Zszokowany tym, co tam zobaczył, nagrał maltretowanie staruszek.


Dziś po raz pierwszy w tej bulwersującej sprawie zebrał się Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Południe. Na ławie oskarżonych usiadło pięć osób. To kierowniczka domu opieki Katarzyna Z.; dwie opiekunki - Sławomira P. i Anna G. oraz Rafał Z. i Kasper J. Dwaj ostatni mężczyźni, podobnie jak Łukasz K., odbywali w Radości służbę zastępczą.

Cała piątka jest oskarżona o fizyczne i moralne znęcanie się na staruszkami. Za katowanie i wyśmiewanie bezbronnych i schorowanych kobiet groziło im pięć lat odsiadki. Wszyscy przyznali się do winy, zaproponowali kary dla siebie i zadośćuczynienie pokrzywdzonym.

Dziś sąd wydał dwa wyroki: rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata dla Rafała Z. i na pięć lat dla Kaspra J. Obydwaj skazani zostali oddani pod dozór kuratora, mają także zapłacić po 500 złotych grzywny.

Pełnomocnicy pokrzywdzonych nie zgodzili się jednak na wysokości zadośćuczynień, proponowanych przez kierowniczkę domu opieki i dwie opiekunki. Ich proces będzie kontynuowany.

Katarzyna Z. i Sławomira P. mają też dodatkowo zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia jednej z pensjonariuszek. Widząc, w jak ciężkim jest stanie, nie wezwały karetki. Na drugi dzień staruszka zmarła.


O takim przypadku opowiadał Łukasz K. Jednego dnia po przyjściu do pracy zobaczył staruszkę w ciężkim stanie. "Siedząc na krześle, zaczęła charczeć i bulgotać" - opowiadał. Ale opiekunki tylko stały i przyglądały się. "Akurat trafiła na Święto Zmarłych" - skomentowały. Położyły kobietę do łóżka. Potem jedna z opiekunek stwierdziła, że staruszka nie żyje.

Po ujawnieniu sprawy kierowniczka ośrodka prowadzonego przez Fundację "Betania" stanowczo zaprzeczała, że staruszki były maltretowane. Nie uchroniło jej to jednak przed aresztowaniem. Kierowany przez nią dom zamknięto, a wszystkie pensjonariuszki zostały umieszczone w innych placówkach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj