Dziennik Gazeta Prawana logo

Wszyscy przeklinamy tak jak Durczok

17 lutego 2009, 19:13
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Czy przekleństwa padające z ust Kamila Durczoka powinny budzić powszechne oburzenie? Kulturoznawcy i eksperci językowi są zgodni: potępianie tego rodzaju wpadek to hipokryzja. Przeklinanie dawno przestało być domeną rynsztoka i stało się powszechną normą.

Po burzliwej karierze krótkiego filmu, na którym Kamil Durczok klnie z powodu brudnego stołu, portale internetowe obiegło kolejne nagranie - prezenterki jednej z telewizji regionalnych, która myśląc, że nie jest już na wizji, przestaje się służbowo uśmiechać i wzdycha zmęczona, używając swobodnie słów na k i na p. Zazwyczaj komentarze do tego typu incydentów nie zostawiają na używających brzydkich słów znanych postaciach suchej nitki. Oskarża się ich o hipokryzję i chamstwo, bo kiedy występują przed kamerami, wysławiają się inaczej.

Jednak eksperci, z którymi rozmawia DZIENNIK, hipokryzję dostrzegają gdzie indziej. Całe zamieszanie wokół tego nagrania wynika z ogromnego zakłamania w kwestii wulgaryzmów - mówi językoznawca i semantyk, autor Słownika polskich przekleństw i wulgaryzmów Maciej Grochowski. Denerwuje mnie, kiedy próbuje się udawać, że tych słów w języku w ogóle nie ma.

Język codzienny w mojej firmie jest oparty głównie na słowach na k i p - przyznaje Małgorzata, pracownica biurowa z firmy produkcyjnej na południu Polski. - A zwłaszcza kiedy są sytuacje nerwowe - skarga klienta, reklamacja - albo kiedy zbliża się godzina, kiedy trzeba oddać jakieś sprawozdanie - tłumaczy i dodaje: Ja akurat nie klnę. Ale w ogóle mi nie przeszkadza, kiedy robi to ktoś inny. Przeklinanie jest zupełnie normalne.

Wulgaryzmy, których używanie było kiedyś oznaką niskiego pochodzenia, dziś, zdaniem specjalistów, funkcjonują powszechnie i należą do języka wszystkich warstw społecznych, także inteligencji. Nastąpiła przemiana społeczna - przyznaje prof. Roch Sulima, kulturoznawca i członek Rady Języka Polskiego. - Klną wszyscy: aktorzy, prezenterzy, dziennikarze, politycy. Język, który kiedyś należał do ulicy, dziś się zdemokratyzował. To, co było społecznym naznaczeniem, dziś stało się osobistym kapitałem - wyjaśnia.

Umiejętność przeklinania w języku obcym to znak, że dobrze nim się włada. Podobna prawidłowość występuje w używaniu polskich przekleństw. Im finezyjniej się ich używa, tym większą kompetencją językową można się popisać. Jako człowiek stojący na straży czystości języka ryzykuję, mówiąc to, co mówię, ale faktem jest, że przeklinanie stało się umiejętnością kulturową, która pozwala na błyskawiczną kreację w przestrzeni publicznej - mówi prof. Sulima.

Dlatego paradoksalnie, mimo złośliwych komentarzy, nagranie, na którym znany człowiek w nienagannym garniturze klnie, nie musi wcale zrujnować mu reputacji. Przeciwnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby Durczokowi to nagranie przysporzyło sympatyków - mówi Urszula Jarecka, kulturoznawca z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Problem Durczoka i innych znanych postaci, które przeżyły podobne wpadki, polega na czym innym. Ujawniają publicznie emocje, które nie są wizyjne, które należą do przestrzeni prywatnej. Choć normalne jest, że lekarz przy kolegach z pracy klnie podczas operacji na widok wyrostka, to przy pacjencie, który jest przytomny, tego nie zrobi. Są drzwi, za które się nie wchodzi - uważa Jarecka.

Dlatego choć wulgaryzmy stały się społeczną normą, używając ich, trzeba posługiwać się pewną etykietą. Nie przeklina się publicznie i nie przeklina się przy dzieciach - mówi Jarecka. Ważne też jest, jak to się robi. Poeta Julian Tuwim był geniuszem używania wulgarnych wyrazów.
Przeklinanie jest sztuką słowa, jednak stosowane bez polotu staje się straszne - dodaje prof. Sulima.

Może dlatego, że w moim rodzinnym domu nigdy się tego nie robiło. Najgorszym słowem, jakie tam słyszałem, było dupa. Kiedy więc usamodzielniłem się, zacząłem kląć z wyjątkowym natężeniem. Ale czy powinienem się z tego tłumaczyć? Przecież przeklinanie jest normalne. To jest powszechne słownictwo, szczególnie w sferach opiniotwórczych, w wyższych warstwach społecznych. Udawanie, że tak nie jest, to moim zdaniem czysta hipokryzja.


Przeklinać trzeba umieć. Ja mam jakąś wewnętrzną granicę, której nigdy nie przekraczam. Nawet nie jest tak, że w określonych sytuacjach muszę się pilnować, a w innych mogę sobie pofolgować. Po prostu przy dzieciach, w domu, nigdy nie klnę. A są sytuacje, kiedy przeklnę. To przychodzi naturalnie. Trzeba wiedzieć, kiedy i jak to robić. Trudno przeklinać, gdy dziękuje się księdzu za udzielenie sakramentu ślubu, ale są sytuacje, w których przeklinanie to po prostu podkreślenie emocji.


Ja jestem specjalistą. Mnie przeklinanie przychodzi bez problemu. Jednak mam chyba do tego rękę. Im większą człowiek ma inwencję i talent do pisania wierszy, tym łatwiej przychodzi mu przeklinanie.

*Paweł Kukiz, muzyk rockowy, autor tekstów i wokalista, założyciel zespołu Piersi, ojciec trzech córek

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj