Było tylko kwestią czasu pojawienie się w Polsce kogoś, kto publicznie będzie starać się o zgodę na uśmiercenie innej osoby. To kolejny dowód, że stajemy się jednością z krajami Zachodu. Nie spodziewam się jednak, żeby przypadek Barbary Jackiewicz zainicjował poważne działania prowadzące do modyfikacji polskiego prawa medycznego. Pani Jackiewicz nie może liczyć na to, że jakikolwiek sąd wyda wyrok podobny do tego, jaki zapadł we Włoszech w sprawie Eluany Englaro. Rozumiem, że gest pani Barbary jest po prostu gestem obywatelskim. Głosem w imieniu wszystkich innych osób, które znajdują się w podobnej sytuacji.
Nie można scedować ani na państwo, ani na sądy czy kogokolwiek innego odpowiedzialności za taką decyzję. Nie można w sposób bezgrzeszny i niewinny, a nawet choćby legalny pozbawić
kogokolwiek życia. Zgodnie z przyjętą definicją śmierci, która przecież obowiązuje nie tylko w Polsce, ten mężczyzna jest żywy, a w dodatku nie znajduje się w stanie terminalnym.
Karmienie i pielęgnacja nie są też uporczywą terapią. Zaprzestanie tych czyności byłoby po prostu eutanazją.
Barbara Jackiewicz jako pierwsza odważyła się głośno i publicznie nazwać problem. Ale nie jest pierwszą i jedyną, którą dotknęła tragedia choroby najbliższej osoby i która myśli o
eutanazji. Eutanazja istnieje także w Polsce. Odbywa się to bez rozgłosu, w czterech ścianach domów takich jak dom pani Barbary. Przecież jej syn żyje tyle lat tylko dlatego, że ta pani,
która dla mnie jest wręcz bohaterką, tak troskliwie i starannie się nim opiekuje. A wystarczyłoby nawet niewielkie zaniedbanie, by jej syn zmarł, i ona o tym doskonale wie. Wielu ludzi - mniej
lub bardziej świadomie - to właśnie robi. I nikt się tym potem nie interesuje, żaden prokurator, żaden sąd. A nawet gdy takie sprawy trafiają przed sądy, wyroki są symboliczne lub wcale nie
wymierza się kary. W grę wchodzi wyrok za eutanazję albo za nieudzielenie pomocy. Tak czy inaczej, sądy w Polsce i na świecie zachowują się w takich przypadkach bardzo powściągliwie.
Niczego nie sugeruję. Mówię tylko, jake są realia.
Każdy przypadek uśmiercenia drugiej osoby, nawet motywowanego najszlachetniejszymi pobudkami, nigdy nie będzie moralnie niewinny, niekontrowersyjny. W takich sytuacjach prawo dochodzi do swoich
granic. Tu okoliczność, czy działamy legalnie, czy to, co robimy, jest zgodne z prawem, ma naprawdę drugorzędne znaczenie. Proszę zwrócić uwagę, że eutanazja jest zakazana na całym
świecie. Nawet w Holandii. Nigdzie jednak nie jest skrupulatnie ścigana ani surowo sądzona. System holenderski służy nakłanianiu lekarzy do zgłaszania eutanazji na policji. Niestety, tylko
połowa przypadków jest zgłaszana. W innych krajach jest to zupełnie poza wszelką kontrolą.
Tam też sąd po prostu w pewnym momencie umył ręce, dając ojcu wolną rękę do zadecydowania o dalszym losie córki. To była decyzja w duchu powściągliwości, na zasadzie, że my jako
państwo, jako sąd nie możemy brać udziału w tym konflikcie sumienia.
Nie. Uważam, że składanie przez jego matkę jakiegokolwiek wniosku o pozwolenie na zaprzestanie sztucznego karmienia syna jest w Polsce, w polskiej kulturze prawnej, skazane na porażkę. To jej
pragnienie legalizmu opiera się na pewnym złudzeniu, że dzięki legalizacji takiego czynu, stanie się on w pewnym sensie niewinny. To niemożliwe, państwo nie da jej takiego błogosławieństwa.
Matka musi to zrobić sama, na własną odpowiedzialność. Sąd po prostu powiedziałby jej, że jeśli nie ma siły zajmować się synem, to niech umieści go w specjalnym ośrodku. Albo wręcz
nakazałby przymusowe zabranie syna do takiego ośrodka w obawie, że matka rzeczywiście sama go uśmierci. Jestem jednak przekonany, że w takim ośrodku, bez tej perfekcyjnej opieki, jaką ona nad
nim sprawuje, ten mężczyzna po prostu by umarł w ciągu niedługiego czasu.
Mamy takie same problemy. Tyle tylko, że kraje zachodnie pod względem kultury życia publicznego mają nad nami nadal dużą przewagę. U nas kontrowersje moralne traktowane są w sferze publicznej
w sposób infantylny, bo poważną dyskusję zastępuje odwołanie do autorytetu.
W żadnym wypadku. Chodzi o to, że w polskiej dyskusji na takie tematy jak eutanazja w ogóle pada mało argumentów. W sferze publicznej spór zastępuje się autorytarnym stwierdzeniem, które
niby to kończy dyskusję.
*prof. Jan Hartman, filozof i etyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego