do tej pory nie rozmawiał z mediami. Dziś – w szpitalu wojskowym we Wrocławiu spotkał się z dziennikarzami. "" – stwierdził na początku wyraźnie wzruszony. "Mam nadzieję, że będę też mógł uścisnąć rękę tym chłopkom, którzy mnie odnaleźli przy rozbitym śmigłowcu" – dodał, mając na myśli dwóch młodych mężczyzn, którzy jako pierwsi dotarli do wraku.
. Chętnie odpowiadał na wszystkie pytania, z wyjątkiem jednego – o swych dwóch kolegów: pilota i ratownika medycznego, którzy zginęli w rozbitym Mi–2. "Jeszcze za wcześnie” – stwierdził. Jak poinformowali towarzyszący Nabzdykowi lekarze, .
Mało też mówił o samej katastrofie. ". Pogoda była fatalna, albo już się wycofywaliśmy" – wspominał. "Po katastrofie gdzieś dzwoniłem, próbowałem uruchomić system ratowniczy, by uratować siebie i kolegów. Wyszło, jak wyszło."
, na który trafił z oddziału intensywnej terapii.
Ratowniczy Mi–2 rozbił się 17 lutego na Dolnym Śląsku, gdy leciał na pomoc poszkodowanym w karambolu na autostradzie A4.