Twórcy pomnika poświęconego walczącym w Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), który postawiono w Bieszczadach, są bezkarni. Choć była to samowola budowlana, nie ma urzędnika chętnego do zdemontowania obelisku. Na dodatek nie wiadomo, kto ma szukać autorów dzieła.
Pomnik, o który toczy się spór, to obelisk i 7 metalowych krzyży. Postawiony na szczycie Chryszczatej sławi członków UPA, którzy walczyli z Wojskiem Polskim. Do dziś jednak nie wiadomo,
kto i jak go tam postawił.
Na przełomie roku urzędnicy podjęli decyzję o jego rozbiórce. Ale jak się okazuje, już gorzej jest z jej realizacją. Rozbiórkę powinno dokonać Nadleśnictwo Komańcza. Były już
nadleśniczy Władysław Budzyn jednak zaskarżył decyzję do wojewódzkiego inspektora budowlanego w Rzeszowie.
I rzeczywiście uchylono ją, ale jednocześnie dano prawo Nadleśnictwu Komańcza do... legalizacji pomnika. Piotr Łański, p.o. nadleśniczego, zapewnia jednak, że nie skorzysta z tego prawa. Ale
i sam nie rozbierze monumentu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane