: Pamiętam bardzo dobrze i nie zapomnę do końca życia.
Byłam w L'Aquili w mieszkaniu razem ze swoimi współlokatorami. Mieszkanie było na piątym piętrze, w nowym, bardzo ładnym bloku. Potwornie się wystraszyliśmy. Słyszałam potem, że człowiek
budzi się sekundę przed trzęsieniem. Nie wiem, czy tak było w moim przypadku, ale kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że wszystko się trzęsie z tak niewyobrażalną siłą, że trudno jest to
opisać. Ze wszystkich ścian leciał tynk. Ja i mój kolega byliśmy w zupełnym szoku, jednak Włoch, który z nami nocował, pobiegł pod drzwi wejściowe, bo tam jest najbezpieczniej.
Nie wiedziałam, czy mam krzyczeć, czy płakać. Leżałam podobno bez ruchu w łóżku jakieś 20 sekund, aż oprzytomniałam. Na szczęście spaliśmy blisko drzwi i szybko wybiegliśmy z budynku.
Blok się na szczęście nie zawalił, ale zbiegając po klatce schodowej, zauważyłam, że wszystkie ściany są popękane.
Nie nocowałam u siebie. Wcześniej były dwa lekkie trzęsienia ziemi, które bardzo mnie wystraszyły. Dlatego razem ze swoim współlokatorem pojechaliśmy do jego kolegi, żeby być razem. Potem,
gdy zdecydowaliśmy się na wyjazd, stwierdziliśmy, że warto by wrócić chociaż po część rzeczy. Mieszkaliśmy na stałe na starówce, a spaliśmy w mieszkaniu oddalonym o jakiś kilometr. Gdy
wyjechaliśmy na główną ulicę, zobaczyliśmy ogrom zniszczeń. Była cała zawalona. Doszliśmy do wniosku, że nie uda nam się tam dotrzeć.
Część budynków była zupełnie zniszczona, z części odpadł cały tynk, a z okien powypadały szyby. Na ulicy leżały hałdy gruzu. Niektóre osoby płakały, część była ranna, ludzie byli
zakrwawieni. Widziałam kobietę, która wymiotowała chyba z nerwów. Ludzie mdleli, miasto ogarnęła panika. Najbardziej przerażające było to, że w pierwszych godzinach z nikim nie było
kontaktu. Wszystkie linie były zajęte.
Nie chcę o tym mówić. Powiem tylko, że doceniam opiekę naszych służb konsularnych.
*Marta Karwowska ma 22 lata, jest studentką Politechniki Białostockiej. We włoszech była na stypendium Erasmus