Dziennik Gazeta Prawana logo

Teresa, bohaterka z Kamienia

15 kwietnia 2009, 23:12
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Remek, wstawaj, pali się, uciekajcie" - krzyczała Teresa Pasiuk, waląc w drzwi z płyty paździerzowej, za którymi spał Remigiusz Rymarski ze swoją dziewczyną Sandrą. Obydwoje skoczyli z drugiego piętra, ratując się z pożogi. Teresa, bohaterka z Kamienia Pomorskiego, która wcześniej zaalarmowała też śpiącą po sąsiedzku Jolę Janyszko, zginęła w płomieniach.

. "Siedzimy przed domem. Pieczemy mięso, śpiewamy. Dzieci sąsiadki - Patryk, Kornelia i Karolina - biegają beztrosko. Tereska jest z nami. Siedzi też Łukasz, jej syn i mąż Zbyszek. Jest ciepło, każdy ma krótki rękaw" - rekonstruuje każdy detal Remigiusz Rymarski, który cudem uratował się z pożaru.

. Sąsiedzi zbierają się z podwórka. Robi się chłodno, więc idą do swoich mieszkań. Emilia Staniszewska myje dzieciaki, Teresa też zagoniła swoich mężczyzn do środka. "My z Sandrą kładziemy się spać. Po jakiejś godzinie słyszę potworne walenie w drzwi. To Teresa. Krzyczy: <Remek, Jezu, obudź się, uciekajcie! Pali się!>" - opowiada Remigiusz. Natychmiast wyskoczył z łóżka. Czuje potworny smród, jest bardzo gorąco. Na korytarzu już huczą płomienie. "Uciekajcie!" - słyszy zza ściany ognia.

>>> "Wciąż słyszę krzyk płonących ludzi"

Nagle gaśnie światło i pojawia się dym. Gryzie w oczy, nie ma czym oddychać. Remigiusz i Sandra podbiegają do okna, wahają się, ale skaczą. Nie tylko oni decydują się na desperacki krok. Do uszu Remka dobiegają stłumione uderzenia upadających na ziemię ciał. Ludzie stoją w oknach drugiego piętra. Płoną niczym pochodnie. Wyrzucają dzieci, ktoś łapie je na dole. "Jest jasno i strasznie gorąco. Wszystko topi się, spadają jakieś fragmenty dachu. Nie czuję bólu" - wyrzuca jednym tchem Remigiusz.

. Z drugiej strony budynku trwa walka. Emilia Staniszewska wystawia dzieci na mały daszek przy oknie. Łukasz - syn Teresy - budzi się w kłębach dymu. Ogień trawi drzwi i ściany. Chłopak razem z ojcem w ostatniej chwili wyskakują przez okno. Nie wiedzą, gdzie jest matka. Łukasz pada na beton, widzi tylko złotą łunę nad głową. "Łukasz, Boże, to ty?" - ktoś pochyla się na nim. "Ratunku! Tu jest ranny człowiek. Pomocy!" - krzyczy Emilia Staniszewska. Stoi nad chłopakiem zmienionym nie do poznania. Ma czarną twarz, bez włosów, jego dłonie są spalone.

>>> "Strażacy nie umieli nam pomóc"

Romana Kasicę, który z żoną Anią od roku mieszka kątem u kolegi, obudziła córka Daria. Krzyczała: Tato, śmierdzi dymem! "Chciała do toalety. Doszedłem do drzwi, czułem jakiś dziwny swąd. Otwieram, a tam zasłona ognia. Podjąłem decyzję: klatką nie uciekniemy. Przesunęliśmy z kolegą pod drzwi ogromną szafę w nadziei, że to powstrzyma ogień. Jedynym ratunkiem było okno. Skoczyłem najpierw ja, żeby łapać córkę" - relacjonuje Kasica. Dziewczynka nie chciała skakać. "Mamo, boję się!" - płakała. Anna zacisnęła zęby i siłą wypchnęła córkę przez okno. Jej mąż złapał dziecko. Gdy Daria była już bezpieczna, skoczyła Anna. Pamięta chwilę, kiedy córka złapała ją kurczowo za rękę. "Mamo, uciekajmy" - prosiła. Roman próbuje biec do kolegi. Bardzo bolą go nogi. Potem się okaże, że złamał obie.

. Pogorzelisko przy ul. Wolińskiej. Wszędzie pełno ludzi: sąsiadów, pogorzelców, strażaków, reporterów. "Mama tydzień przed pożarem wyszła ze szpitala, była obolała" - mówi Ewelina, córka Teresy. Przeżyła, bo tragiczną noc spędziła u chłopka. W lany poniedziałek miała jechać do Niemiec. Żegnali się. W nocy o 1.30 zadzwoniła kuzynka, że pali się hotel.

"Rano nikt nie wiedział, gdzie jest mama. Mówili, że poszła budzić Remka. Ojciec z Łukaszem w ostatniej chwili wyskoczyli z okna. Ona nie zdążyła. Teraz wiem już, że się nie znajdzie" - łka Ewelina.

>>> W pożarze spłonęło trzynaścioro dzieci

. Ciała Teresy Pasiuk i Jolanty Janyszko strażacy zwożą podnośnikiem. Zwłoki zabiera ostatni karawan, który tego dnia odjeżdża sprzed hotelu na Wolińskiej.

. Remigiusz Rymarski wciąż siedzi przed spalonym budynkiem. Nie wie, dokąd pójść. "Matka wyrzuciła mnie z domu. Tułałem się wszędzie. Skończyłem szkołę. Zacząłem pracować. Kolegowałem się z Łukaszem, synem Teresy. Przychodziłem do nich. Teresa zawsze obiad postawiła na stole. Była dla mnie lepsza niż matka" - wspomina. To właśnie ona przygarnęła go, dopóki nie znajdzie własnego lokum. "Mieszkałem z nimi pięć miesięcy. Tej nocy przyszła mnie ratować. Ona jedna. Ten jeden moment odmienił wszystko. Gdyby nie przybiegła do mnie, może by żyła. Ale serce kazało jej inaczej" - mówi mężczyzna. .

p

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj