Morderca trafił do więzienia na 25 lat. Sąd kazał jednak powtózyć proces. Dla rodziny gimanzjalistki oznacza to przypomnienie "To był dramat. Całe miesiące drżałam o córkę, która straciła głowę dla tego bandyty. Inaczej o tym człowieku nie mogę myśleć i mówić" - opowiada "Gazecie Krakowskiej" matka nastolatki.
poznała starszego o 23 lata mężczyznę przypadkiem. Pomyłkowo wysłany SMS stał się początkiem gorącego romansu. Ale skończył się on tragicznie.
Choć dziewczynie Dariusz D. przedstawił się jako biznesmen, to tak naprawdę dorabiał sobie u Edmunda A., który utrzymywał się z handlu dewocjonaliami. . Kiedy cała pensja poszła przed kolejną randką z dziewczyną, postanowił inaczej zdobyć pieniądze.
zaatakował śpiącego pracodawcę, w pokoju hotelowym, który wynajmowali. By upewnić się, że nie żyje i w końcu zadał . Potem ukradł prawie 3 tysiące złotych i samochód i pojechał do ukochanej.
Przez cały dzień pili w Krakowie. Kiedy wracali Dariusz D. spowodował wypadek. Zostawił w samochodzie 15-latkę, a sam uciekł. Dziewczynie na szczęście nic się nie stało.
. Ale Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał powtórzenie procesu, bo zmieniły się przepisy. W mocy utrzymano tylko wyrok za wypadek.