"Nikt się nie spodziewał, że " - mówi Roman Oczoś, kierownik schroniska dla bezdomnych, gdzie mieszkał ostatnio Ireneusz Jadecki. Tak bowiem naprawdę nazywał się .
był dobrze znany mieszkańcom Świnoujścia. Kiedyś pracował w wodociągach. Ale kilka lat temu trafił na ulice miasta. Przemierzał je z radiem na ramieniu - stąd przezwisko.
W mieszkał od dwóch lat, po tym jak stracił swoje mieszkanie za długi. Obiecywał, że je zwróci, ale nikt w to nie wierzył.
>>>Londyn pozbywa się bezdomnych Polaków
Ostatnio gorzej się poczuł. Trafił do lekarza, ale nie chciał zostać w szpitalu. Kilka dni później źle się poczuł w schronisku. Wezwano karetkę, ale .
I okazało się, że bezdomny nie był tak biedny, na jakiego wyglądał. W jego rzeczach było . Był więc blisko splaty długów. Teraz wszystko trafiło do sądowego depozytu. Kto dostanie fortunę? Wzbogaci się zapewne jego rodzina, która pojawiła się na pogrzebie.