Gdy przed paroma laty pan Zygmnut , ubezpieczyciel oszacował . Okazało się, że . "Gdy mi wypłacono 120 zł, osłupiałem" - mówi syn pana Zygmunta, który z upoważnieniem od ojca wybrał się do PZU Życie po pieniądze.
Pana Zygmunta prawie rok temu potrąciła ciężarówka. Nie tylko stracił prawą nogę, ale miał też poważne obrażenia lewej oraz liczne rany głowy.
Po skandalicznym wyroku rodzina skontaktowała się z "Gazetą Lubuską". Po interwencji dziennikarzy ubezpieczyciel naprawił swój błąd. . Przy założeniu, że 2-procentowy szkodę wyceniono na 120 złotych, 56 procent daje .
Do rodziny zadzwoniła od razu przedstawicielka ubezpieczyciela z Poznania. "Rozmawiałem z panią Oleksy, wyjaśniła, iż w tej sprawie nastąpiła , a jeśli mnie to satysfakcjonuje, to z powodu skandalicznego zachowania się wolsztyńskiego personelu zostaną wyciągnięte konsekwencje" - mówi "Gazecie Lubuskiej" syn poszkodowanego.
"Ja jednak pamiętam, iż w PZU Życie są tabele oceny utraty zdrowia i wynika z nich, iż ojciec, któremu przecież z nogi został tylko kikut, . Powiedziałem, iż w imieniu taty raczej będę się ubiegał o to, gdyż osoba zajmująca się oprotezowaniem nogi stwierdziła, iż jest to trudny przypadek jeśli idzie o wykonanie protezy" - dodaje.
, czy zaakceptować pieniądze, czy poczekać na kolejne orzeczenie, co zaproponował oddział w Poznaniu.