Przetarg na budowę drugiej linii metra wygrało polsko-włosko-tureckie konsorcjum z ceną 4,1 mld zł. Pokonało konsorcjum z Chin, które jest droższe o 400 mln zł, oraz - jego oferta opiewa na 5 mld zł.
Tymczasem przedstawiciele Chińczyków twierdzą, że świadczące o swoim doświadczeniu. Kierownictwo Metra wymagało w ogłoszonym przetargu, by każde konsorcjum miało na swoim koncie budowę co najmniej pięciu kilometrów tuneli i czterech stacji. Firma Gulermak pochwaliła się, że . Tę informację potwierdził własnoręcznym podpisem Dogan Kara - urzędnik stambulskiego ratusza.
Problem jednak w tym, że na stacjach, które jakoby miały być zbudowane, nie zatrzymują się żadne pociągi. .
Chińczycy zrobili stosowne zdjęcia. Będą dowodem w sądzie. Bo to właśnie teraz sąd okręgowy ma rozstrzygnąć spór, kto w końcu zbuduje nam drugą linię. O tej sprawie pierwszy napisał "Newsweek".
>>>Skoro nie podziemią... Chcą naziemnego metra
Urzędnicy miejscy bagatelizują sprawę. "Fakt, że jakaś pojedyncza firma nie wykonała tylu stacji, ile trzeba, nie ma aż tak dużego znaczenia, gdyż " - mówi Anna Bartoń z biura prasowego Metra. "A Gulermak wspólnie z Astaldi takie doświadczenie wykazało" - dodaje Bartoń.
Zapewnia też, że jest . "Już raz przecież przyznano nam rację" - mówi, mając na myśli werdykt Krajowej Izby Odwoławczej. KIO odrzuciła zażalenia przegranych firm. Dlatego teraz poszły do sądu. "Czekamy spokojnie na orzeczenie" - dodaje przedstawicielka Metra.
O wyrok sądu jest też spokojna Aleksandra Kralkowska reprezentująca konsorcjum Astaldi. "Spełniliśmy wszystkie warunki przetargu" - mówi. "Nasze argumenty uznało nie tylko Metro, ale także KIO" - dodaje.
Kralkowska twierdzi, że nie może być mowy o jakimkolwiek poświadczeniu nieprawdy przez Gulermak. "To nie jest takie proste, jak się wydaje" - twierdzi. A pytana, jak to możliwe, by uznać za oddane do użytku stacje, które wciąż są w budowie, Kralkowska opowiada o technologii budowy metra. - mówi. Przyznaje jednak, że w Stambule nigdy nie była, więc nie widziała, czy przystanki są gotowe, czy nie.
Co może zrobić sąd? "Zbada na pewno wszystkie aspekty tego sporu" - mówi Anita Wichniak-Olczak, rzecznik Urzędu Zamówień Publicznych. Na pytanie, czy podanie informacji nieprawdziwej nie jest przesłanką do wykluczenia firmy, odpowiada: ". Jednak pozwólmy się wypowiedzieć sądowi".
Mecenas Andrzej Olszewski z kancelarii Barylski, Olszewski, Brzozowski żadnych wątpliwości nie ma. "Podanie informacji niezgodnej z prawdą (o doświadczeniu firmy i wykonanych pracach) jest powodem do tego, by taką " - mówi.
Wtedy pozostaną na placu boju Chińczycy. Gorzej będzie, jeśli sąd uzna, że i ich oferta zawiera błędy. Wtedy do gry wejdzie Mostostal - z ceną za metro wynoszącą blisko 5 mld złotych. .
Tymczasem Chińczycy wcale nie powinni się cieszyć zawczasu, choć twierdzą, że mają mocne dowody w postaci zdjęć. - mówi Magdalena Nowak, mecenas z kancelarii Barylski, Olszewski, Brzozowski. "Może np. uznać, że strona mogła dowód dołączyć już na etapie postępowania przed Krajową Izbą Odwoławczą. Jeśli tego nie zrobiła - trudno, za późno!" - dodaje.
Data posiedzenia sądu jest jeszcze nieznana. Tymczasem pytany, co będzie, jeśli sąd jednak uzna racje Chińczyków, stwierdził, że "powstrzymuje się od wszelkich komentarzy".