Dziennik Gazeta Prawana logo

Przedsiębiorczość ubogich? Nieślubne dzieci

17 czerwca 2010, 22:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
dziecko
dziecko/Inne
Mają dziecko, choć nie mają ślubu. Takie związki są coraz częstsze i coraz rzadziej budzą zdziwienie. Ale to nie efekt rewolucji obyczajowej. Bywa, że to czysta kalkulacja. System zasiłków preferuje samotnie wychowujących dzieci. Dla ubogich właśnie taka pomoc państwa to często jedyny dochód.

Niby niewiele się zmieniło w ostatnich latach: państwo młodzi mają po 28 lat, ze ślubem czekali, aż skończą naukę. Dzieci także odkładają na później. Przyzwyczailiśmy się już też do tego, że coraz więcej par ma dziecko w luźnym związku. W miastach to już co czwarte dziecko, na wsi co szóste – wynika z raportu GUS. Jednak wbrew temu, co lubimy sądzić, popularność wolnych związków to nie tylko efekt jakiejś wielkiej rewolucji obyczajowej, która przyszła do nas z liberalnego Zachodu. To konieczność ekonomiczna i dowód na – jak mówi dr Piotr Szukalski, demograf – przedsiębiorczość ubogich. – System przyznawania zasiłków preferuje osoby mieszkające samotnie. Stąd nagły wysyp konkubinatów i pozamałżeńskich dzieci. – Najwięcej ich jest tam, gdzie największe bezrobocie: w województwach warmińsko-mazurskim, lubuskim, zachodniopomorskim – mówi Szukalski, który od lat bada przemiany polskiej rodziny. – I dotyczy to wsi, nie miasta – dodaje.

Także z badań prowadzonych przez zespół profesor Ireny Kotowskiej, demograf z SGH, wynika, że nieformalne związki są popularne w grupach mniej zamożnych. – W Polsce jest bardzo silna tradycja wyprawiania wesela. I koszty z tym związane często hamują przed ślubem – tłumaczy.

Oczywiście, przemiana kulturowa nie jest bez znaczenia: mieć nieślubne dziecko już dawno przestało być wstydem, stało się wręcz modne. Jak tłumaczy socjolog z UW prof. Krystyna Iglicka-Okólska, często młodzi nie chcą ślubu, bo chcą się rozwijać, a tradycyjne małżeństwo jawi się jako ograniczenie.

To jednak nie ogranicza liczby dzieci, bo rośnie liczba samotnych matek, które świadomie decydują się na ich posiadanie.

I pewnie dlatego po raz pierwszy od blisko ćwierćwiecza w ostatnich czterech latach liczba dzieci w przeliczeniu na jedną kobietę rośnie. Nieznacznie – bo z 1,2 do 1,4 dzisiaj – ale zawsze coś. Jeśli nadal dzietność będzie rosła w tym tempie, to w 2021 roku osiągniemy dopiero tzw. zastępowalność prostą pokoleń – średnio dwoje dzieci na kobietę.

Popularność wolnych związków i przyrost pozamałżeńskich dzieci nie oznaczają jednak wcale, że tradycyjny model rodziny umiera. Po prostu – kohabitacja, oprócz małżeństwa, stała się społecznie akceptowana. Często zresztą po jakimś czasie prowadzi do małżeństwa. Bo dla Polaków właśnie życie rodzinne staje się coraz ważniejsze. Jak wynika z badań CBOS oraz Pentora, kończy się pokolenie, które stawiało na robienie kariery kosztem rodziny. – Liczy się dobra pensja, ale także zrównoważone życie rodzinne – mówi socjolog Martyna Kawińska z Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego. To sposób na satysfakcję życiową w sytuacji, kiedy sytuacja na rynku pracy jest trudna i kryzys ogranicza możliwości kariery.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj