"Stettin" to jeden z niewielu tak starych okrętów, które wciąż jeszcze są na chodzie. Pływa po Bałtyku, zawijając do portów i można go zwiedzać. W ten sposób zarabia na własne utrzymanie. Bo to prywatna jednostka. Od przetopienia na żyletki uratowała go grupa historycznych maniaków. Nie mogli pozwolić, żeby ten największy pływający parowiec zniknął. Odkupili go, pomalowali, naprawili i teraz pływają, spełniając swoje marzenia.
"Stettin" został zbudowany w 1933 r., był największym parowym lodołamaczem. I jak na tamte czasy, jednym z najnowocześniejszych. Pracował w niemieckich portach aż do 1981 r.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
