Otyli i niezdarni, opychają się pączkami i palą - to nie karykatura amerykańskich gliniarzy, a polska rzeczywistość. Nasi policjanci nie są w stanie przejść testów sprawnościowych. Zdaje jedynie 20 proc., więc migają się jak mogą, a komendanci normy obniżają. DZIENNIK ujawnia prawdę o kondycji polskich policjantów.
"Palę, jestem gruby, a testy zaliczam po znajomości" - chwali się 41-letni Krzysztof, oficer operacyjny z Warszawy. Reszta jego kumpli również nie byłaby w stanie dogonić nawet staruszki chodzącej o kulach, a co dopiero łysego osiłka. Nic więc dziwnego, że 20 proc. policjantów w ogóle nie podchodzi do testów. A ci, którzy biorą w nich udział, cieszą się, bo w zeszłym roku komendant ustalił nowe zasady - wystarczy zdać minimum.
Jedynie nowi policjanci przywiązują wagę do sprawności fizycznej - ćwiczą, biegają i pływają. Jednak po kilku latach i oni zasiądą za biurkiem i nie będzie im się chciało ruszać. A przestępcy pakujący na siłowniach dalej będą im uciekać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|