Pisk, krzyk, zgrzyt metalu o metal. Potem potworny ból i ciemność. W jednej chwili życie Bartka Ostałowskiego legło w gruzach. W wypadku motocyklowym stracił obydwie ręce - opowiada historię chłopaka "Fakt". Załamany Bartek żałował, że nie zginął. Wreszcie lekarze dali mu nadzieję na specjalną protezę bioelektryczną. Jednak potrzeba na nią aż 120 tys. złotych.
Bartek leży w nowosądeckim szpitalu. Żeby korzystać z protezy bioelektrycznej, nie trzeba przeprowadzać operacji. Zakłada się ją za pomocą specjalnych szelek na kikut. Elektroniczny system protezy odbiera drgania mięśni i przetwarza je w ruchy dłoni i przedramienia.
"Gdy dowiedziałem się, że istnieje takie cudo, wróciła mi ochota do życia" - mówi Bartek. Proteza kosztuje jednak bardzo dużo - ponad 60 tys. złotych za sztukę. Do tego dochodzą wysokie koszty rehabilitacji i uczenia się poruszania mięśniami. Rodziców Bartka nie stać na taki wydatek. Dlatego liczą na pomoc. "Pomóżcie nam kupić ręce dla syna" - apelują w "Fakcie".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|