Dziennik Gazeta Prawana logo

Sztuczne ręce nadzieją dla 20-latka na normalne życie

12 października 2007, 11:27
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Pisk, krzyk, zgrzyt metalu o metal. Potem potworny ból i ciemność. W jednej chwili życie Bartka Ostałowskiego legło w gruzach. W wypadku motocyklowym stracił obydwie ręce - opowiada historię chłopaka "Fakt". Załamany Bartek żałował, że nie zginął. Wreszcie lekarze dali mu nadzieję na specjalną protezę bioelektryczną. Jednak potrzeba na nią aż 120 tys. złotych.

Bartek leży w nowosądeckim szpitalu. Żeby korzystać z protezy bioelektrycznej, nie trzeba przeprowadzać operacji. Zakłada się ją za pomocą specjalnych szelek na kikut. Elektroniczny system protezy odbiera drgania mięśni i przetwarza je w ruchy dłoni i przedramienia.

"Gdy dowiedziałem się, że istnieje takie cudo, wróciła mi ochota do życia" - mówi Bartek. Proteza kosztuje jednak bardzo dużo - ponad 60 tys. złotych za sztukę. Do tego dochodzą wysokie koszty rehabilitacji i uczenia się poruszania mięśniami. Rodziców Bartka nie stać na taki wydatek. Dlatego liczą na pomoc. "Pomóżcie nam kupić ręce dla syna" - apelują w "Fakcie".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj