Dziennik Gazeta Prawana logo

Specsłużby nagrają i podsłuchają zawsze i wszędzie

12 października 2007, 13:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nagranie rozmowy posłanki Renaty Beger z Adamem Lipińskim w TVN nie było zrobione przez służby specjalne. "Mielibyśmy lepszej jakości dźwięk i obraz" - twierdzi oficer służb specjalnych. A co mogą najnowsze urządzenia podsłuchujące - oto krótki raport dziennika.pl. 

W samochodzie zaparkowanym kilometr od siedziby dużej firmy siedzi obok kierowcy człowiek z laptopem. Na zielonym ekranie, litera po literze, cyfra po cyfrze, wyświetla się wszystko, co na komputerze w swoim gabinecie pisze prezes firmy. Wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym.

W gabinecie prezesa nie ma urządzeń podsłuchowych. Jest czujny i dlatego dwa razy w miesiącu ekipa "czyścicieli" sprawdza na jego zlecenie, czy nie ma pluskiew.

Podsłuchujący mają po prostu w aucie czułą antenę kierunkową, która zbiera fale elektromagnetyczne z klawiatury komputera. Kamera, z której mają kolorowy panoramiczny obraz gabinetu prezesa, jest w telewizorze lub przypomina śrubę mocującą drzwi szafki. Zasilana jest bateriami, które działają nawet kilkanaście dni.

Jeśli prezes korzysta z telefonu stacjonarnego, to podsłuchanie go jest dziecinną zabawą.

Pasmo, na którym można podsłuchiwać, nie jest w żaden sposób kodowane. "Podsłuchiwaczom wystarczy szerokopasmowy odbiornik UKF z szybkim przeszukiwaniem żądanego zakresu częstotliwości, czyli tzw. skaner lub nowoczesna przenośna krótkofalówka" - tłumaczy Marek Ambroziak, inspektor Urzędu Komunikacji Elektronicznej w Warszawie.

Podobnie jest z telefonem komórkowym. Nawet na bazarach można kupić skanery rozkodowujące rozmowy komórkowe. Przezorni wyjmują baterię ze swoich aparatów, jeśli chcą prowadzić na osobności rozmowy. Nic to jednak nie pomoże. "Pchła" w telefonie zasilana jest własnym źródłem energii. Uruchamia się tylko na dźwięk głosu.

Podobnie jak czujniki ruchu, które uruchamiają mikrofony tylko wówczas, kiedy prezes spaceruje w domu lub ogrodzie. Dzięki temu oszczędza się baterie w aparaturze.

Prezes nie ma też żadnych szans na poufność w samochodzie czy na spacerze. Kilka kilometrów nad jego głową szybuje satelita. Za pomocą teleskopów można odczytać każdy dokument, pisany nawet najmniejszą czcionką. Dodatkowo auto ma zamocowanych w podwoziu i silniku kilka urządzeń wysyłających sygnał do satelity. Zamontowali je szpiedzy, udający mechaników podczas rutynowego przeglądu pojazdu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj