Zdobywca obu biegunów, Janek Mela, chce za te pieniądze kupić protezę, która pozwoli mu normalnie żyć. Rodzice chłopaka oskarżają firmę o przyczynienie się do kalectwa ich syna, bo poraził go prąd ze stacji transformatorowej Energi. W stacji Janek schował się przed deszczem, nie była należycie zamknięta. Lekarze musieli amputować mu nogę i rękę. Rodzice przekonują sąd, że gdyby Energa dopełniła wszelkich obowiązków, jedyne wspomnienie Janka Meli o tamtym dniu dotyczyłoby przemokniętego ubrania i sporego kataru. Chcieliby też, żeby firma płaciła ich synowi dożywotnią rentę.
Firma twierdzi, że zależy jej na ugodzie z rodziną chłopca, ale nie chce płacić 425 tys. zł, których ta oczekuje. Oferuje tylko 150 tys. zł i 2 tys. miesięcznej renty. Sąd jeszcze raz wezwał strony konfliktu, by spróbowały się dogadać. Jeśli tego nie zrobią, sam zdecyduje, ile pieniędzy ma zapłacić Energa. Stanie się to 10 października.
Na razie dzielny chłopak, który zdobył oba bieguny polarne, może trafić na wózek, bo wyrósł ze starej protezy, a na nową jego rodziny po prostu nie stać.