Wydawać by się mogło, że gdzie jak gdzie, ale w komendzie policji złodzieje nie mają pola do popisu. Nic bardziej mylnego. Jedna ze starachowickich funkcjonariuszek - po powrocie do pracy po chorobie - odkryła, że broń, którą zostawiła w szafie pancernej, po prostu zniknęła.
Żeby dostać się do Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach i pokoju, w którym jest szafa pancerna z ognioodpornych płyt, trzeba pokonać kilka par drzwi z kratami i sygnałami alarmowymi, otwieranymi przez oficera dyżurnego. Potem jeszcze złodziej musiał jakoś dostać się do samego sejfu.
Teraz policjanci intensywnie usiłują ustalić, jak mogło dojść do tej zawstydzającej kradzieży. Jedynym dla nich pocieszeniem jest to, że pistolet był bez magazynków i amunicji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|