Pirotechnicy obejrzeli urządzenie i stwierdzili, że plastyczna masa nie była materiałem wybuchowym, a dostępną w sklepie papierniczym plasteliną. 25-latek, z zawodu elektronik, na początku nie rozumiał, o co chodzi i jak takie urządzenie mogło dostać się do jego bagażu. W końcu, po ciepłych namowach gliniarzy, przyznał, że to robota jego ojca. Dosłownie, bo tata konstruktor zbudował kierunkowy mikrofon dużej czułości i dla lepszej izolacji okleił go plasteliną.
Nie wiadomo jednak, czy to ojciec syna wyposażył na podróż, czy też to sam syn czuł, że podróż samolotem bez podsłuchu będzie nieudana. Czyżby chciał wiedzieć, co mówią piloci? Teraz zajmuje się nim prokuratura, bo władza nie lubi, jak się z niej robi balona. Za to lubi dowcipnisiów karać i za numer z mikrofonem mężczyzna odpowie przed sądem.