Gdyby nie refleks maszynisty pociągu i umiejętności kierowców, byłyby dziesiątki ofiar. Bus pełen ludzi ledwo umknął z torów przed rozpędzoną lokomotywą. A wszystko przez pijanego dróżnika. Zasnął, zamiast opuścić szlabany.
Maszynista pociągu z Lublina do Kozienic przecierał oczy ze zdumienia, gdy zobaczył, że pędzi wprost na przejeżdżające przez tory samochody. Zaciągnął hamulec, zaczął błyskać światłami i trąbić. A szlabany były wciąż otwarte. Kierowca busa z pasażerami, leniwie toczącego się po przejeździe, wcisnął gaz do dechy. Pociąg prawie się o niego otarł.
Zszokowani kierowcy wpadli do budki dróżnika. Okazało się, że ten sobie smacznie śpi. Wezwali więc policję. 53-letni dróżnik miał 2,5 promila alkoholu. Policjanci odwieźli go na komendę i przez kilka godzin sami otwierali i zamykali szlabany.
Prokuratura jeszcze nie wie, czy postawi dróżnikowi zarzuty. Za taki wybryk grozi mu kilka lat więzienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|