Jednak nie tylko o jego własne hobby chodziło w pokazie. Minister chciał tym sposobem przekonać warszawskie władze do rozbudowy obiektów sportowych, bo - jego zdaniem - wtedy młodzież będzie się bawić, zamiast chuliganić.
"Żelazny Ludwik" na warszawskim stadionie "Jutrzenki" zawzięcie szusował wśród młodych rolkowców. Po pokazie skromnie przyznał, że jego technika jazdy jeszcze kuleje, ale młodsi bywalcy wrotkowiska starali się ministra pocieszyć. "Gdyby jeździł tak często jak my, fikałby już kozły i byłby z niego dobry jeździec" - mówili.
Niewykluczone, że wkrótce rzeczywiście będzie fikał kozły jak mało kto. Bo - jak wyznał - wieczorami lubi sobie poszusować po dziedzińcu swojego ministerstwa. Nie zraził go nawet wypadek na rolkach, w którym dwa lata temu na Chorwacji połamał sobie rękę i... stracił twarz. Bo przez wizytę w szpitalu wyszło na jaw, że na urlop pojechał wprawdzie z prywatnymi wrotkami, ale za to sejmową limuzyną.