"Klasowi przywódcy stają się bezwzględni. Nie mają żadnych zahamowań i czują się bezkarni" - mówi z przerażeniem dr Krystyna Kmiecik-Baran, która od lat bada zachowania dzieci w polskich szkołach. Bo tragedia z gimnazjum w Gdańsku to nie przypadkowy incydent. Przemoc i poniżanie to już codzienność w polskich szkołach.

Ale co gorsza, w naszym kraju nie ma systemu pomocy ofiarom szkolnych bandytów. A w takim przypadku jak gdański, pomoc dla Ani powinna przyjść natychmiast.

"Zamiast zadzwonić do domu dziewczynki, nauczycielka powinna tam pójść z psychologiem, a dyrekcja natychmiast wezwać policję. Przecież to nie był wybryk, ale ciężkie przestępstwo: naruszenie ludzkiej nietykalności i intymności. A do tego napastowanie seksualne" - denerwuje się psycholog.

Ania jednak została sama ze swoimi problemami i dlatego popełniła samobójstwo. "Nie wytrzymała nie dlatego, że była słaba, ale dlatego, że nikt się nią nie zainteresował" - tłumaczy doktor Kmiecik-Baran.

Poniżona dziewczynka wiedziała, że następnego dnia, gdy przyjdzie do szkoły, przestępcy z jej klasy nadal będą się nad nią pastwić.