Uzbrojeni policjanci ze śląskiego Jastrzębia Zdroju wykopali drzwi, wpadli do środka domu i rzucili na ziemię dwójkę porywaczy maleńkich dzieci. Czyli ich... babcię i dziadka.
Porywacze wpadli do pogotowia opiekuńczego, gdzie przebywały 1,5- i 2,5-roczne dzieci. Znalazły się tam, bo sąd uznał, że opiekująca się nimi babcia i jej konkubent zaniedbują maleństwa. W pogotowiu krewki dziadek przytrzymał opiekunkę, a babcia ubrała wnuki. Uciekając, odcięli kable od domofonu. I zagrozili opiekunce, by w żadnym wypadku nie dzwoniła na policję.
Kobieta nie dała się jednak zastraszyć. Gdy 53-letnia babcia i 75-letni dziadek uciekli, natychmiast sięgnęła po słuchawkę. A ci po kilku godzinach odnaleźli dom, w którym znajdowali się uciekinierzy z dziećmi. Maluchy trafiły do szpitala, a ich opiekunowie do aresztu. Za porwanie grożą im trzy lata więzienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|