Ustalimy, dlaczego do ampułek z corhydronem trafiła trucizna - zarzekają szefowie Jelfy. "Jesteśmy zszokowani" - napisali w oświadczeniu. I od razu zapowiedzieli wielką kontrolę w firmie. Szkoda tylko, że wcześniej nie zadbali o należyte kontrolowanie leków. Bo podanie zanieczyszczonego corhydronu mogło zabić pacjenta.
Jak napisał DZIENNIK, tylko dzięki przytomności lekarzy z siedleckiego szpitala dwie kobiety po tym specyfiku nie straciły życia.
Zarząd Jelfy będzie szukał winnych. Ale w szpitalach i domowych apteczkach wciąż może leżeć skażony corhydron. Na rynek trafiło ponad sześć tysięcy ampułek, zniszczono zaledwie tysiąc. Dlatego Ministerstwo Zdrowia apeluje do pacjentów: Nie przyjmujcie corhydronu! Oddajcie go do apteki!
"Zrobimy wszystko, by pacjenci czuli się bezpiecznie" - zapewniali dziś szefowie Jelfy na specjalnej konferencji. O bezpieczeństwo pacjentów zadba też prokuratura. Wkrótce zaprosi szefów firmy na przesłuchanie.