DZIENNIK napisał, że niebezpieczna partia ma numer 010705 i pochodzi z 2005 roku. W ponad 6,5 tysiącu ampułek leku wyprodukowanego przez jeleniogórską Jelfę zamiast antyalergicznego hydrocortizolu znalazła się substancja groźna dla życia. Rozluźnia bowiem mięśnie, przez co pacjent może się udusić. Zniszczono tylko około tysiąca ampułek, a 5,5 tysiąca trafiło do szpitali, aptek i domów alergików oraz osób chorych na astmę.

Ale minister Religa dotarł do kolejnych szokujących informacji. Okazało się bowiem, że już w czerwcu na pogotowiu w Pruszczu Gdańskim po podaniu tego specyfiku omal nie umarło dwoje ludzi. "Trzeba wycofać całą partię corhydronu!" - apeluje. Takich przypadków mogło być więcej. W każdej chwili ktoś może umrzeć. O ile jeszcze nie umarł.

Szef resortu nie ukrywa swojej wściekłości na Głównego Inspektora Farmaceutycznego. "Musi podać się do dymisji! To niedopuszczalne, że o wszystkim wiedział, a nie powiadomił mnie!" - powiedział Religa w TVN24.

Sprawę bada już prokuratura. Jeśli okaże się, że szefostwo Jelfy wiedziało o śmiertelnym zagrożeniu i zatuszowało aferę, będą grozić im wieloletnie wyroki.