Wiadomość o śmierci kolegi spadła na żołnierzy jak grom z jasnego nieba. Wielu płakało. Nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Wypytywali też żołnierzy, którzy wrócili z feralnej wyprawy do Dogwood.
Żołnierze mieli powłączane telewizory i oglądali bez przerwy wiadomości, słuchając po raz piąty tych samych relacji. Czasami wychodzili na papierosa i też o tym rozmawiali. Wspominali, analizowali.
"Jaka tragedia, to był naprawdę wspaniały człowiek. Zawsze uśmiechnięty. Uczynny" - mówili wszyscy, którzy znali majora Kupczyka. Mimo tragedii życie musi się toczyć jak co dzień. "Wojna to wojna. Oczywiście, że to tragedia, ale naprawdę trudno coś w takiej sytuacji powiedzieć. W końcu musiało się coś tu zdarzyć. Wiadomo, że nikt tu nie przyjeżdża na wakacje" - mówią żołnierze. "To byłby cud, gdyby nic się nikomu nie stało podczas tego pół roku" - dodają.
Czy przestraszyli się niebezpieczeństwa i chcą wracać do domów? Nie! Bardzo za to się obawiają tego, że rodziny w Polsce wpadną teraz w panikę. Uspokajają więc swoich bliskich: nie martwcie się, damy sobie radę w Iraku!