"Ogień zauważono w piątek przed północą na poddaszu hali produkcyjnej. Kilkadziesiąt minut później płomienie ogarnęły całą halę o rozmiarach 50 na 100 metrów i zgromadzoną w niej parafinę do produkcji zniczy" - powiedział Paweł Frątczak, rzecznik kujawsko-pomorskiej straży pożarnej.
Kiedy strażacy przyjechali na miejsce okazało się, że sieć hydrantów jest niesprawna, a rury suche jak pieprz. Wodę trzeba było dowozić samochodami. Na dodatek parafina zgromadzona w fabryce podsycała ogień. Dlatego walka z pożarem przeciągnęła się aż do południa.