Nie odrobiłeś zadania, nie napisałeś wypracowania, nie chciało ci się zgłębiać tajników fizyki? Nie ma problemu! Wystarczy zapłacić kilka lub kilkadziesiąt złotych, a nauczyciel odpuści ci te grzechy! - ujawnia "Fakt".
O korupcji dużo się mówi, a o walce z nią jeszcze więcej. Jest złem i nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jak więc to możliwe, że młodzi ludzie już
na starcie w dorosłe życie uczą się jej w szkole, że nauczyciele przygotowują ich do krętactwa, pochwalając wszelkiej maści kombinatorstwo? Trudno przecież inaczej nazwać to, co się
dzieje w krakowskim ogólniaku z inicjatywy i pod nadzorem jego dyrekcji i nauczycieli.
Zaczęło się od tego, że szkoła postanowiła zorganizować "Dni niemieckie", czyli pełną humoru, konkursów i poezji zabawę. Zaproszono na nią inne szkoły i ważnych gości z niemieckiego konsulatu. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że nikt nie pomyślał o tym, skąd wziąć na to wszystko pieniądze. W gronie pedagogów wybuchła panika. Zawiodły wszystkie próby pozyskania pieniędzy od sponsorów, a szkoła bała się skandalu. Najbardziej renomowane liceum w mieście nie mogło się skompromitować. Co robić? – myślano gorączkowo i wymyślono... łapówki!
Kto miałby je brać i za co? Nauczyciele rzecz jasna, za odpuszczenie uczniom nieprzygotowania do lekcji, czyli za puszczenie w niepamięć naruszenia przez licealistów szkolnych obowiązków. W zamian za pieniężną gratyfikację. Na korytarzu wystawiono wielką tablicę z nazwiskami nauczycieli i kwotą, jaką trzeba zapłacić.
Uczniowie licytowali, ile dadzą, by konkretni nauczyciele przymknęli oko na nieprzygotowanego do lekcji jednego zainteresowanego lub nawet całej klasy. Kwoty były różne. Od 5 do 15 złotych za jednego ucznia i 20 do 100 złotych, jeżeli cała klasa chciała umorzenia konsekwencji swojego lenistwa. Zrobiono z tego zabawę! Ale to nie jest żadna zabawa, tylko przyspieszone szkolenie z korupcji - pisze "Fakt"
Zaczęło się od tego, że szkoła postanowiła zorganizować "Dni niemieckie", czyli pełną humoru, konkursów i poezji zabawę. Zaproszono na nią inne szkoły i ważnych gości z niemieckiego konsulatu. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że nikt nie pomyślał o tym, skąd wziąć na to wszystko pieniądze. W gronie pedagogów wybuchła panika. Zawiodły wszystkie próby pozyskania pieniędzy od sponsorów, a szkoła bała się skandalu. Najbardziej renomowane liceum w mieście nie mogło się skompromitować. Co robić? – myślano gorączkowo i wymyślono... łapówki!
Kto miałby je brać i za co? Nauczyciele rzecz jasna, za odpuszczenie uczniom nieprzygotowania do lekcji, czyli za puszczenie w niepamięć naruszenia przez licealistów szkolnych obowiązków. W zamian za pieniężną gratyfikację. Na korytarzu wystawiono wielką tablicę z nazwiskami nauczycieli i kwotą, jaką trzeba zapłacić.
Uczniowie licytowali, ile dadzą, by konkretni nauczyciele przymknęli oko na nieprzygotowanego do lekcji jednego zainteresowanego lub nawet całej klasy. Kwoty były różne. Od 5 do 15 złotych za jednego ucznia i 20 do 100 złotych, jeżeli cała klasa chciała umorzenia konsekwencji swojego lenistwa. Zrobiono z tego zabawę! Ale to nie jest żadna zabawa, tylko przyspieszone szkolenie z korupcji - pisze "Fakt"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|