Były dyrektor w MSWiA wcale nie spóźnił się na nocny pociąg do Siedlec. Nawet nie zamierzał nim jechać. Już o godzinie 16 wiedział, że do domu odwiozą go policjanci. Wielokrotnie kazał im to robić już wcześniej - pisze "Fakt".
W piątek, 1 grudnia, około godziny 16 Tomasz Serafin pojawił się w komisariacie na Dworcu Centralnym. Wszedł objuczony torbami. Zostawił w komisariacie swoje rzeczy
i zapowiedział komendantowi Waldemarowi Płońskiemu, że w nocy będzie musiał ktoś odwieźć go do domu, bo idzie na imprezę andrzejkową i pewnie ostro popije.
Komendant wcale nie był zaskoczony tym poleceniem, bo Serafin wcześniej już kilkanaście razy kazał się odwozić policjantom do domu. Dyrektor pożegnał się z komendantem i pojechał do gmachu ministerstwa na Rakowiecką. Tam spędził kilka godzin, a około 19 wyruszył świętować spóźnione andrzejki do klubu Muza przy ulicy Chmielnej w centrum stolicy.
W klubie Serafin bawił się do godziny 1 w nocy. Musiał wypić sporo alkoholu, bo kiedy kilkanaście minut po pierwszej wrócił na Dworzec Centralny, ledwo stał na nogach. Do odwiezienia Tomasza Serafina zostali wytypowani sierżant Tomasz Twardo i starsza posterunkowa Justyna Zawadka. Nie wiemy, które z nich usiadło za kierownicą w drodze do Siedlec. Możemy się domyślać, że tylną kanapę zajął dyrektor Serafin. Później zeznał, że gdy auto ruszyło szybko, zmorzył go sen i obudził się dopiero pod swoim domem w Siedlcach, gdzie dojechał około godziny 2.30.
Gdy dyrektor wysiadł, policjanci ruszyli w drogę powrotną. O godzinie 3.08 zatrzymali się w miejscowości Gręzów, kilkanaście kilometrów za Siedlcami, na stacji benzynowej. Tam zrobili małe zakupy. Tomasz Twardo kupił napój, a Justyna Zawadka kanapkę. Wiemy, o tym, bo zarejestrowały to kamery przemysłowe, zainstalowane na stacji. Dokładnie o godzinie 3.11 zielony polonez wyruszył z Gręzowa w dalszą drogę. Po kilkunastu minutach auto wpadło w poślizg, dachowało i stoczyło się ze skarpy do przydrożnego stawu. Wrak przykryła mętna, zamulona woda.
Komendant wcale nie był zaskoczony tym poleceniem, bo Serafin wcześniej już kilkanaście razy kazał się odwozić policjantom do domu. Dyrektor pożegnał się z komendantem i pojechał do gmachu ministerstwa na Rakowiecką. Tam spędził kilka godzin, a około 19 wyruszył świętować spóźnione andrzejki do klubu Muza przy ulicy Chmielnej w centrum stolicy.
W klubie Serafin bawił się do godziny 1 w nocy. Musiał wypić sporo alkoholu, bo kiedy kilkanaście minut po pierwszej wrócił na Dworzec Centralny, ledwo stał na nogach. Do odwiezienia Tomasza Serafina zostali wytypowani sierżant Tomasz Twardo i starsza posterunkowa Justyna Zawadka. Nie wiemy, które z nich usiadło za kierownicą w drodze do Siedlec. Możemy się domyślać, że tylną kanapę zajął dyrektor Serafin. Później zeznał, że gdy auto ruszyło szybko, zmorzył go sen i obudził się dopiero pod swoim domem w Siedlcach, gdzie dojechał około godziny 2.30.
Gdy dyrektor wysiadł, policjanci ruszyli w drogę powrotną. O godzinie 3.08 zatrzymali się w miejscowości Gręzów, kilkanaście kilometrów za Siedlcami, na stacji benzynowej. Tam zrobili małe zakupy. Tomasz Twardo kupił napój, a Justyna Zawadka kanapkę. Wiemy, o tym, bo zarejestrowały to kamery przemysłowe, zainstalowane na stacji. Dokładnie o godzinie 3.11 zielony polonez wyruszył z Gręzowa w dalszą drogę. Po kilkunastu minutach auto wpadło w poślizg, dachowało i stoczyło się ze skarpy do przydrożnego stawu. Wrak przykryła mętna, zamulona woda.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|