"Jan P. przyszedł do mnie, by prosić o przeniesienie terminu zakończenia budowy przedszkola. Groziły mu wysokie odsetki karne, około 350 000 zł i miał nadzieję, że przeniosę termin odbioru tej inwestycji" - opowiada Andrzej Hypki, burmistrz Kalisza Pomorskiego.

Burmistrz się nie zgodził, bo firma Jana P. sama zaproponowała termin oddania przedszkola i dzięki temu wygrała przetarg. Zawiedziony niepowodzeniem przedsiębiorca powiedział "trudno" i wyszedł, pozostawiając na biurku burmistrza świąteczne podarki - koniaczek i markową bombonierkę. Pan burmistrz bardzo lubi słodycze, ale jest na diecie. Dlatego bombonierkę dwa dni później postanowił podarować urzędniczkom z wydziału promocji.

Dziewczęta z radością przyjęły prezent, ale gdy go otworzyły... "O mało nie zemdlałam" - opowiada jedna z nich. "Najpierw pomyślałam, że to może jakaś premia od burmistrza, ale ten, niestety, szybko wyprowadził mnie z błędu" - dodaje druga.

Na widok zawartości bombonierki z ust burmistrza wydobył się potok słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne. "Nie wytrzymałem. Pierwszy raz jakiś drań chciał mnie tak urobić. Miał wielkie szczęście, że nie odkryłem tego przy nim, bo bym mu pokazał, gdzie raki zimują" - mówi Andrzej Hypki, który zawiadomił o wszystkim policję.

Łapówkarz trafił za kratki. Za próbę przekupstwa grozi mu 10 lat więzienia. Burmistrz obiecał, że dziewczętom z wydziału promocji kupi drugą bombonierkę.