Jak poinformowało Radio ZET, najwięcej naklejek pojawiło się na skrzynkach na Starówce, w okolicy Poczty Głównej i na osiedlu Młodych. Pierwsze podejrzenie: sprawcą jest jakiś gorliwy
pracownik Poczty, wierny słuchacz rozgłośni ojca Rydzyka.
"Bzdura. Ktoś zrobił sobie żart, ale to na pewno nie był pomysł naszych pracowników" - tłumaczy Jacek Przyborski, regionalny rzecznik Poczty Polskiej w Toruniu.
"Teraz musimy zdejmować nalepki na własny koszt. Nie możemy pozwolić na to, aby widniały nowe wzory adresowe, ponieważ skrzynki nadawcze w całym kraju muszą spełniać
normy" - dodaje. Z ilu skrzynek trzeba zdrapać radiomaryjne naklejki? "Nie mamy pojęcia" - pada odpowiedź.
Pocztowcy wczoraj ruszyli do dzieła. Jak podawało na gorąco Radio ZET, uzbrojeni w szmaty i szczotki pucowali skrzynki, które chyba nigdy dotąd nie były tak czyste jak właśnie wczoraj.
Mieszkańcy sądzili nawet, że to wszystko wiosenne porządki. Ale cel tych prac był jeden: adres pani Janiny znów musi być jedynym obowiązującym wzorcem.
Torunianie przyglądali się temu wszystkiemu z mieszaniną zaskoczenia i niesmaku na twarzach. Poczta Polska zdecydowała się powiadomić o całej sprawie straż miejską. "Wpłynęło
do nas pismo z prośbą o wszczęcie postępowania, aby ustalić osobę odpowiedzialną za oblepienie skrzynek" - mówi Jarosław Paralusz, rzecznik toruńskich strażników.
"Przekażemy wniosek policji. To tam zapadnie decyzja, do jakiej kategorii przestępstwa zakwalifikować ten wybryk" - dodaje.
A policja, póki pisma nie dostanie, wypowiadać się też nie zamierza. Funkcjonariusze nieoficjalnie przyznają, że są zakłopotani i będą się zastanawiać, kto powinien zająć się sprawą:
oni czy straż miejska. "Zastanawiam się, czy oblepianie skrzynek pocztowych można w ogóle określić jako przestępstwo regulowane kodeksem karnym" - kręci głową Jacek
Krawczyk, rzecznik kujawsko-pomorskiej policji.
A na razie szorowanie skrzynek trwa.