Zofia Burkat ostrzega naiwne kobiety przed ogłoszeniami matrymonialnymi Stanisława B. Była jego żoną i przez lata znosiła bicie i poniżenia. Jako przestrogę opowiedziała "Faktowi" swoją historię.
Zofia Burkat wspomina, że gdy Stanisław B. zaproponował jej małżeństwo, obiecywał złote góry. Mieli wspólnie prowadzić gospodarstwo i żyć dostatnio z
produkcji mleka. Szybko jednak się okazało, że Stanisław B. to nie książę z bajki, tylko damski bokser - pisze "Fakt".
Lata małżeństwa były drogą przez mękę. Wystarczył byle jaki powód i B. bił żonę. W pijanym amoku kopał, dusił, niejeden raz rzucił się w jej stronę z siekierą. Kobieta cały czas chodziła poobijana, miała podbite oczy i siniaki. Koszmar. Kiedyś tak przytrzasnął jej dłoń, że straciła kawałek palca. "Traktował mnie jak zwierzę" - opowiada pani Zofia. Gdy B. dostawał szału, bił także ich dzieci.
Wreszcie kobieta wystąpiła o rozwód. Dostała go dwa lata temu. Ale koszmar się nie skończył. Sąd wciąż nie rozstrzygnął kwestii podziału majątku i pani Zofia musi mieszkać z B. pod jednym dachem. Do tego to na jej głowie pozostaje gospodarstwo i ziemia, o którą się procesują. "On sobie żyje jak wielmożny pan, zgarnia dopłaty unijne, a ja dzień w dzień muszę wydoić 40 krów" - żali się pani Zofia. "On w ogóle nie myśli gospodarce, tylko ugania się za babami" - dodaje w rozmowie z "Faktem".
Bo Stanisław B. po rozwodzie postanowił znaleźć sobie nową żonę. W gazetach zaczął publikować ogłoszenia matrymonialne. "Opisał zupełnie innego człowieka" - opowiada pani Zofia. "Nie tylko, że się odmłodził, ale jeszcze pisze, że jest łagodnego charakteru, szczery, oddany, wierny i wierzący. Ani słowa tam nie ma o moich siniakach".
Jedyną prawdziwą informacją w ogłoszeniach B. jest to, że ma gospodarstwo rolne. No i dwa samochody. "Wozi się tymi samochodami na randki, już kilka razy zwabił do domu naiwne kobiety" - mówi była żona. "One nie wiedzą, co im grozi. Udaje, że jest aniołkiem, a to przecież kawał bydlaka".
Pani Zofia nie chce, by jakaś kobieta musiała przeżyć piekło, przez które ona przeszła. Chce ostrzec naiwne ofiary drania, który rozsmakował się w ogłoszeniach matrymonialnych i wciąż poluje na nowe zdobycze. Specjalnie do Czytelniczek "Faktu" kieruje słowa ostrzeżenia: "Kobiety, opamiętajcie się! Nie róbcie błędu, który ja popełniłam i przez który cierpiałam wiele lat".
Lata małżeństwa były drogą przez mękę. Wystarczył byle jaki powód i B. bił żonę. W pijanym amoku kopał, dusił, niejeden raz rzucił się w jej stronę z siekierą. Kobieta cały czas chodziła poobijana, miała podbite oczy i siniaki. Koszmar. Kiedyś tak przytrzasnął jej dłoń, że straciła kawałek palca. "Traktował mnie jak zwierzę" - opowiada pani Zofia. Gdy B. dostawał szału, bił także ich dzieci.
Wreszcie kobieta wystąpiła o rozwód. Dostała go dwa lata temu. Ale koszmar się nie skończył. Sąd wciąż nie rozstrzygnął kwestii podziału majątku i pani Zofia musi mieszkać z B. pod jednym dachem. Do tego to na jej głowie pozostaje gospodarstwo i ziemia, o którą się procesują. "On sobie żyje jak wielmożny pan, zgarnia dopłaty unijne, a ja dzień w dzień muszę wydoić 40 krów" - żali się pani Zofia. "On w ogóle nie myśli gospodarce, tylko ugania się za babami" - dodaje w rozmowie z "Faktem".
Bo Stanisław B. po rozwodzie postanowił znaleźć sobie nową żonę. W gazetach zaczął publikować ogłoszenia matrymonialne. "Opisał zupełnie innego człowieka" - opowiada pani Zofia. "Nie tylko, że się odmłodził, ale jeszcze pisze, że jest łagodnego charakteru, szczery, oddany, wierny i wierzący. Ani słowa tam nie ma o moich siniakach".
Jedyną prawdziwą informacją w ogłoszeniach B. jest to, że ma gospodarstwo rolne. No i dwa samochody. "Wozi się tymi samochodami na randki, już kilka razy zwabił do domu naiwne kobiety" - mówi była żona. "One nie wiedzą, co im grozi. Udaje, że jest aniołkiem, a to przecież kawał bydlaka".
Pani Zofia nie chce, by jakaś kobieta musiała przeżyć piekło, przez które ona przeszła. Chce ostrzec naiwne ofiary drania, który rozsmakował się w ogłoszeniach matrymonialnych i wciąż poluje na nowe zdobycze. Specjalnie do Czytelniczek "Faktu" kieruje słowa ostrzeżenia: "Kobiety, opamiętajcie się! Nie róbcie błędu, który ja popełniłam i przez który cierpiałam wiele lat".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|