W sobotę wieczorem Sławomir M. chwycił nóż i zaczął dźgać nim córeczkę. Zrobił to kilkanaście razy - wynika ze wstępnych ustaleń lekarzy przeprowadzających sekcję zwłok dziecka, do których dotarło radio RMF FM. Dziecko wykrwawiło się.
Lekarze podejrzewają, że mężczyzna brał silne leki antydepresyjne. Był tak nimi oszołomiony, że nie reagował na krzyki dwulatki.
Morderstwo wstrząsnęło mieszkańcami Srokowa. Sąsiedzi sprawcy nie chcą czekać na wyrok sądu - głośno mówią, że sami się z nim rozprawią. Niektórzy odgrażają się, że odbiorą mu życie w tak samo brutalny sposób, w jaki on zabrał je dziecku. Po tych groźbach policja przełożyła termin wizji lokalnej. Nowa data będzie utajniona.
Ojciec rzucił się z nożem na dziecko w szale. Wcześniej na policję zadzwoniła jego żona, alarmując, że mąż ją wypędził z domu i zamknął się tam z dziewczynką. Policjanci próbowali z nim rozmawiać przez drzwi, ale był coraz bardziej agresywny. W końcu wyważyli drzwi. Ale dla dziewczynki było już za późno. Dziecko miało na ciele tak dużo ran, że natychmiastowa reanimacja się nie powiodła.
Sławomir M. był wciąż bardzo agresywny. Obezwładnić musiało go kilku policjantów. Za zabójstwo córeczki grozi mu dożywocie.