"Jesteśmy niemal pewni, że mieszkania policyjne przyznawano trzy lata temu z naruszeniem prawa" - mówią tygodnikowi "Wprost" śledczy. A lokale były bardzo atrakcyjne - duże i w atrakcyjnych miejscach stolicy.
"W 2004 roku komendą stołeczną rządził Siewierski. Większość decyzji w sprawie mieszkań służbowych podejmował jego zaufany człowiek Trzcieliński" - pisze "Wprost".
I już trzy lata temu stołeczni funkcjonariusze skarżyli się, że do stolicy ściągani są policjanci, którzy dostają mieszkania poza kolejnością. Na razie są dowody na kilkanaście takich przypadków. Znajomi Siewierskiego i Trzcielińskiego mogli też liczyć na tzw. lokale konspiracyjne - przeznaczone np. na spotkania z informatorami. Mogli tam mieszkać, nawet jeśli już dostali wcześniej mieszkanie służbowe.
"Przez działania byłych szefów z Warszawy wyjechał mnóstwo dobrych policjantów" - pisze "Wprost".