Restauracje zareagowały szybko. Przesunęły godziny zamknięcia, wystawiały więcej stolików i zamawiały dodatkowe partie alkoholu. Interes się kręci, bo impreza pod Pałacem Prezydenckim trwa przez całą dobę.

Reklama

Seta i galareta w Przekąskach Zakąskach, później pod krzyż na pół godziny lub godzinę, no i z powrotem do tego otwartego 24 godziny na dobę baru. Jeśli wojownik potrzebuje odmiany, chętnie gościć go będą inne okoliczne knajpki. Tak przez ostatnich kilkanaście dni wyglądała turystyczna trasa dziesiątek tysięcy warszawiaków i przyjezdnych. W okolice Pałacu Prezydenckiego ściągnęły ich przepychanki wokół krzyża. Dzięki temu niespodziewanemu zastrzykowi klientów okolicznym restauratorom zyski wzrosły nawet o połowę.

Wódka za 4 zł, wino za 5

Szczyt ruchu przypadł na noc z 9 na 10 sierpnia, kiedy kilka tysięcy przeciwników krzyża zwołało się na Facebooku i o godzinie 23 tłumnie zjawiło się w centrum Warszawy. W Przekąskach Zakąskach, które słyną z tego, że alkohol jest tam za 4 zł, a jedzenie za 8, tłum był taki, że barmani nie nadążali z realizacją zamówień. Klienci jedli i pili nawet na schodach. – Rzeczywiście, choć to był poniedziałek, to klientów przyszło tylu, ilu trafia nam się w najlepsze weekendy – przyznaje menedżerka baru należącego do Adama Gesslera. Barmani z lokalu mówili nam o ruchu większym nawet o połowę w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Podobnie oblężona była inna restauracja Gesslera, Bistro la Fourchette, gdzie za 5 zł można napić się wina. Tam znalezienie wolnego stolika graniczyło z cudem. Wino lało się takim strumieniem, że niektórych jego gatunków zabrakło. Ale nie tylko Gessler, do którego należą jeszcze dwie położone opodal restauracje, zarobił na akcji krzyż. – Od czasu smoleńskiej katastrofy przed Pałac Prezydencki ściągają tłumy. Wielu spacerowiczów zachodzi do naszego letniego ogródka, by się ochłodzić i odpocząć – przyznaje Szymon Czarniecki, menedżer sąsiedniej restauracji Delicja Polska. Kiedy przed pałacem rozgorzał spór, liczba osób odwiedzających restaurację wzrosła o połowę, do ponad 100 osób dziennie.

Turystyka krzyżowa

Reklama



Dzięki protestom i kontrprotestom ożyła cała okolica. – W ciągu ostatnich tygodni nasze obroty wzrosły o 20 proc. – przyznaje Marek Molenda, menedżer restauracji Giovanni Rubino, położonej 200 metrów od Pałacu Prezydenckiego. Molenda nie chce zdradzić, ile dodatkowo zarobił na zwolennikach i przeciwnikach przeniesienia krzyża, ale zyski idą w tysiące złotych. Lokal serwujący dania kuchni włoskiej i śródziemnomorskiej codziennie odwiedzało blisko 200 osób, czyli blisko o połowę więcej niż rok temu.

Cieszą się też właściciele meksykańskiej restauracji Frida na Nowym Świecie. Od czasu wybuchu konfliktu ruch jest tak duży, że zdecydowali się poszerzyć teren zajmowany przez ogródek. Mimo to podczas najgorętszych dni goście i tak ledwo się mieścili. – Gdyby nie ta awantura, byłoby nam ciężko, bo tegoroczny sezon turystyczny jest wyjątkowo kiepski – przyznaje Santanu Roy, Hindus, który na Krakowskim Przedmieściu prowadzi restaurację Słowiańska.

Żeby zarobić na koszty i pensje dla pracowników, Roy musi mieć codziennie minimum 5 tys. zł utargu. Do tego potrzeba minimum 30 klientów, tymczasem jeszcze wczesną wiosną obroty były o jedną trzecią niższe. Sytuacja poprawiła się, dopiero gdy okolica zapełniła się pielgrzymującymi przed Pałac Prezydencki. – To już jest właściwie stały punkt każdej wycieczki – mówi przewodnik Tomasz Chodorski. Przychodzi tam też wielu zagranicznych klientów, bo w BBC czy CNN widzieli relacje z ostatnich wydarzeń.