Jak Marcin Dubieniecki uzasadni swój wniosek? Jak mówi w rozmowie z Wirtualną Polską, wspomoże się zeznaniami jednego z rosyjskich lekarzy, który był naocznym świadkiem katastrofy w Smoleńsku.

Reklama

We wniosku znajdzie się także kwestia braku analizy biochemicznej próbek gruntu, która mogłaby potwierdzić lub zaprzeczyć teorii, że mogło dojść do rozpylenia przez rosyjski samolot sztucznej mgły - podaje Wirtualna Polska.

Sprawę sztucznej mgły podnosi także mecenas Rafał Rogalski, ale na razie nie chciał powiedzieć czy poprze wniosek Dubienieckiego.

Rogalski ujawnił, że polscy śledczy stworzyli wersję o zamachu, która jest przez nich badana. Według mecenasa przeprowadzono w tej sprawie już szereg czynności.

"Wbrew medialnym doniesieniom absolutnie nie zostało potwierdzone, że nad lotniskiem Siewiernyj unosiła się naturalna mgła. Gdyby nie mgła, polscy piloci dostrzegliby wizualnie niebezpieczeństwo zderzenia z ziemią, a do katastrofy najpewniej by nie doszło" - mówi "WP" mec. Rafał Rogalski.

Pełnomocnik podkreśla, że jest pewien materiał dowodowy sugerujący sztuczność mgły. Według Rogalskiego nie są to jednak dowody bezpośrednie. Ze względu na tajemnicę i dobro śledztwa nie powiedział o jakie dowody chodzi.

"Na ten czas najważniejsze to kategoryczne wyjaśnienie czy mgła była naturalna czy też nie. Kwestia ewentualnego sprawstwa jest w tym momencie drugorzędna" - dodaje mec. Rogalski.

Według niego "wiele przesłanek wskazuje na być może planowanie sztucznej mgły na długo przed 10 kwietnia, a więc dowody pośrednie".

Zdaniem Rogalskiego ważne jest także to, co działo się z rosyjskim samolotem Ił-62, który próbował lądować przed tupolewem. Nie ma żadnych parametrów lotu rosyjskiej maszyny, ani rozmów z kokpitu. "Nie wiemy, jakie tak naprawdę czynności wykonywali piloci samolotu Ił-76. Czy tak naprawdę chcieli lądować, czy tylko markowali lądowanie" - mówi mecenas.