Jak poinformowała PAP w środę komisarz Elwira Jurasz z bielskiej policji, dzięki informacji kierowcy policjanci z pobliskich Kobiernic zatrzymali we wtorek kompletnie pijaną kobietę, która w takim stanie opiekowała się dwiema córeczkami - dwu- i czteroletnią. Dzieciom nic się nie stało, policjanci zawieźli je do domu, do zaniepokojonego ich nieobecnością taty.

Reklama

"Na szczęście nie ma jeszcze takiej znieczulicy. Ten kierowca naprawdę fajnie zareagował, wziął dziewczynki do samochodu, aby się ogrzały. Gdyby nie on nie wiadomo, jakby się to skończyło" - oceniła policjantka.

Według jej relacji, 30-letniego kierowcę zaniepokoił widok ledwo trzymającej się na nogach kobiety idącej późnym wieczorem drogą z dwójką małych dzieci. Mimo mrozu dziewczynki nie miały na sobie butów i kurtek. Były przemarznięte. Kierowca bez wahania zaprosił je do ciepłego samochodu.

Matka dzieci była tak pijana, że mężczyzna nie mógł nawiązać z nią żadnego kontaktu. Nie była w stanie powiedzieć, jak się nazywa i gdzie mieszka. Udało się to dopiero wezwanym policjantom, którzy skontaktowali się z jej mężem. 34-letni mężczyzna wrócił do domu z pracy i martwił się, bo nie zastał żony i dzieci w domu, a żona nie odbierała telefonu.

Policjanci zawieźli dziewczynki do taty, a kobietę do izby wytrzeźwień. Okazało się, że wcześniej piła alkohol ze swoim krewnym. Badana alkomatem miała ponad 2 promile alkoholu. W środę usłyszy zarzuty narażenia swoich dzieci na niebezpieczeństwo, za co może grozić do pięciu lat więzienia.