"Dotąd nie natrafiono na taki kadr, który miałby obrazować tę właśnie sytuację, badania zostaną ukończone we wtorek i wtedy będziemy mogli ogłosić, czy rzeczywiście ten film zawiera taką scenę, czy też nie" - powiedział w piątek prokurator generalny w Radiu ZET. Dodał, że całe zabezpieczone nagranie z kamer przemysłowych, zawierające interesujące prokuratorów fragmenty, składa się z ośmiu płyt i trwa 90 godzin.

Reklama

Chodzi o nagranie z kamery przemysłowej lotniska Okęcie z poranka 10 kwietnia ubiegłego roku przed wylotem do Smoleńska. Według mediów na nagraniu filmowym, bez dźwięku, miała zostać utrwalona emocjonalna rozmowa gen. Andrzeja Błasika i kpt. Arkadiusza Protasiuka. Według "Gazety Wyborczej" jest świadek, który słyszał, jak tuż przed wylotem Tu-154M dowódca sił powietrznych zwymyślał pilota. Miało chodzić o to, że Protasiuk nie chciał lecieć, bo nie miał informacji o sytuacji pogodowej nad lotniskiem w Smoleńsku, a generał kazał mu iść do kokpitu i sam meldował prezydentowi, że samolot gotowy jest do odlotu.

Seremet powiedział, że informacja związana z ewentualnością zaistnienia przed wylotem emocjonalnej rozmowy między Błasikiem i Protasiukiem "wzięła się stąd, że jedna z osób ujawniła to poza organami prokuratury". "Prokuratura natychmiast zaczęła to sprawdzać, przesłuchała na tę okoliczność wszystkie osoby z wyjątkiem jednej, po zakończeniu tych czynności będziemy mogli stwierdzić co do wiarygodności tego przekazu" - mówił.

"Z zeznań jednego ze świadków wynika, iż obserwował on zdarzenie, polegające na tym, że gen. Błasik zamierza rozmawiać z kpt. Protasiukiem, dlatego że go przywołuje do siebie" - powiedział Seremet. Dodał, że było to wszystko co widział ten świadek, który nie obserwował dalszego przebiegu rozmowy.

Seremet mówił również, że piloci dysponowali dwiema prognozami pogody. "One się nieco różniły, każda wskazywała na zamglenie, jedna na silne, druga na typowe" - dodał. Powiedział też, że prognozy przygotowane zostały w oparciu o dane z wieczora dnia poprzedniego potwierdzone przez dane z poranka dnia następnego. Jak zaznaczył, jedna wskazywała na widoczność "od trzech do pięciu tysięcy, a druga od tysiąca do trzech tysięcy" metrów.

Prokurator generalny podkreślił jednocześnie, że mgła w okolicach Smoleńska w dniu katastrofy była naturalna. "Informowaliśmy o tym kilkakrotnie, jakoś niespecjalnie się to przebiło do opinii publicznej" - zaznaczył. Jego zdaniem "możliwość wytworzenia sztucznej mgły sprowadza się do science fiction".

Ustosunkował się też do tezy o zamachu. "Nie możemy wydać czegoś w rodzaju zaświadczenia, że zamachu nie było" - stwierdził. Według niego, działania prokuratury nie potwierdziły tej tezy. "Zwracaliśmy się do ekspertów, czy w tych okolicznościach jest możliwe stwierdzenie użycia jakiejś broni o charakterze niekonwencjonalnym. Czekamy na jeszcze jedną odpowiedź spoza Polski, i wtedy ten wątek będzie można zamknąć" - dodał. Dotyczy to również teorii o sztucznej mgle. Wykluczyła ją opinia klimatologów. "Możliwość wytworzenia sztucznej mgły sprowadza się do science fiction" - skwitował krótko.



Inny kontrowersyjny wątek wiąże się z protokołami sekcji zwłok. "Nie mamy wszystkich dokumentów" - przyznał Andrzej Seremet. "Mamy informację, że te dokumenty są przygotowane do wysłania w Komitecie Śledczym, one jeszcze muszą trafić do Prokuratury Generalnej - i wtedy nie będzie przeszkód do otrzymania ich przez stronę polską". Dlaczego rok po katastrofie Polska jeszcze nie dostała tych - tak kluczowych - dokumentów? "Metodologia postępowania w tych sprawach jest zupełnie inna niż w Polsce. Są inne bariery biurokratyczne, inne przepisy, to się przeciąga w naszym przekonaniu. Można te czynności wykonać nieco szybciej" - podkreślił.