W czasie wtorkowego, ostatniego przesłuchania, ojciec Krzysztofa Olewnika podsumowywał wieloletnie starania swej rodziny, aby wyjaśnić tę sprawę. "Dziękuję komisji za to, że dzięki jej pracy udało się obronić rodzinę przed zeszmaceniem nas do końca. To bardzo dużo. Gdyby nie komisja, bylibyśmy nikim. Uznano by nas za współuczestników uprowadzenia i innych machinacji" - mówił.

Reklama

Włodzimierz Olewnik myśli o wystąpieniu do Skarbu Państwa o wielomilionowe odszkodowanie za zaniedbania organów ścigania, które zakończyły się śmiercią jego syna. Jego pełnomocnik Bogdan Borkowski powiedział PAP, że stanie się to nie wcześniej niż po przyjęciu raportu komisji śledczej. "Oczywiście nie chodzi o pieniądze dla rodziny, lecz na cel związany z pomocą ofiarom przestępstw" - dodał, potwierdzając informacje TVP.

Członkowie komisji nie mieli już wielu pytań do świadka, który kilkakrotnie wcześniej składał zeznania sejmowym śledczym. Podsumował on więc przebieg prac i swoje odczucia co do sposobu prowadzenia śledztwa przez 10 lat. "Cel prac komisji to nie tylko odpowiedź na pytanie, dlaczego zginął Krzysztof, ale też, czy musiało do tego dojść i jaki był, a jaki jest obecnie stan instytucji państwa dbających o nasze bezpieczeństwo - i czy instytucje te nie przyczyniły się do tragedii" - ocenił.

Według Włodzimierza Olewnika, niedawna konfrontacja jego córki z policjantami, którzy w lipcu 2003 r. mieli zabezpieczać przekazywanie przez rodzinę okupu porywaczom, "potwierdziła odczucie, że była zmowa policji płockiej w celu uprowadzenia syna". "Innego wytłumaczenia nie ma" - uważa.

Jak podkreślił, nadal nie są znani zleceniodawcy i wszyscy wykonawcy porwania i zabójstwa jego syna. "Niektórzy jeszcze chodzą na wolności, nawet jak stuprocentowe dowody są" - mówił. Za nieprzypadkowe uważa też samobójstwa trzech członków grupy porywaczy i zabójców; jego zdaniem, osoby trzecie miały w tym swój udział.

Protestował przeciw przypisywaniu rodzinie organizowania imprez dla policjantów czy polityków. Jak twierdzi, impreza w październiku 2001 r., po której zaginął Krzysztof Olewnik, była zorganizowana w domu Olewników "przez byłego policjanta Wojciecha K. i to on wybrał miejsce oraz dobrał gości". Ojciec K. Olewnika oświadczył, że "jeśli ktoś posiada wiedzę o organizowaniu przez rodzinę takich imprez, powinien zawiadomić o tym prokuraturę".



Szef komisji Marek Biernacki (PO) dziękował Olewnikom za ich determinację w wyjaśnianiu sprawy. "Ta komisja dotyczy styku państwa, prawa i obywatela w nieszczęściu. Rozumiemy pański ból i cierpienie, podziwiamy determinację. Każdy z nas będzie miał tę sprawę na sercu" - zwrócił się do Włodzimierza Olewnika.

Komisję czeka teraz ostateczna dyskusja nad raportem, do której ma dojść 6 maja. Jak mówił dziennikarzom Biernacki, jeśli nie uda się zamknąć dyskusji tego dnia, poprawki zostaną rozpatrzone 10 maja i wówczas komisja śledcza przekaże sprawozdanie marszałkowi Sejmu.

Reklama

Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. Sprawcy porwania kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro okupu, jednak Krzysztof Olewnik nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Jego ciało odnaleziono w 2006 r.

Proces w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika toczył się od października 2007 do marca 2008 r. Na ławie oskarżonych znalazło się w sumie 11 osób. Sąd Okręgowy w Płocku skazał wtedy dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika - na kary dożywotniego więzienia. Ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Trzech sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwo w zakładach karnych.

Od dwóch lat sprawę bada też 7-osobowa sejmowa komisja śledcza, której praca oceniana jest jako zgodna i prowadzona ponad politycznymi podziałami. Projekt raportu komisji głosi, że można było uratować Krzysztofa Olewnika w pierwszych miesiącach po porwaniu, gdyby policja i prokuratura dobrze pracowały. Do funkcjonariuszy i prokuratorów posłowie zgłaszają wiele zastrzeżeń.

Niewyjaśnione wątki sprawy Olewnika do dziś bada wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, który nawet obecnie - po 10 latach od porwania - odnajduje nowe, istotne dowody.