Jerzy Urban od siedemnastu lat ma prawo pobierać świadczenia z ZUS. Zdecydował się na to dopiero teraz. "Mój doradca mylnie mi powiedział, że po pierwsze, emerytura mi się nie należy, bo za dużo zarabiam, a po drugie, poinformowano mnie, że jest ona tak mała, iż nie warto się po nią fatygować" – stwierdził redaktor naczelny i właściciel "Nie" w rozmowie z portalem Wirtualna Polska.

Reklama

Okazuje się jednak, że było warto, a do zgłoszenia się po świadczenie namówiła go żona – Małgorzata Daniszewska, która właśnie przeszła na emeryturę. Wyceniany w 2004 roku na 120 milionów złotych Urban dostaje teraz od ZUS aż 4700 złotych. To ponad dwa razy tyle, ile wynosi przeciętne świadczenie tego typu w Polsce: jedynie 5 proc. polskich emerytów pobiera więcej niż 3500 zł miesięcznie.

Czytaj więcej w serwisie Politykier >>>

Świadczenie jest tak wysokie, bo Jerzy Urban ma za sobą aż 60 lat pracy zawodowej. Jak wylicza sam Urban, przez siedemnaście lat – gdyby emerytura wynosiła w całym tym okresie 4700 zł – mógłby odebrać 958 tysięcy złotych. Zresztą, nawet gdyby świadczenie było o połowę mniejsze, wciąż byłoby to kilkaset tysięcy złotych.

Czytaj więcej w "Super Expressie" >>>