Doniesienie o możliwości popełnienia przez biegłych przestępstwa złożyła siostrzenica Pyjasa. Według niej w ekspertyzie pominięto wyraźnie widoczne obrażenia wewnątrz potylicy mężczyzny.

Jak wyjaśnił rzecznik, prokuratura badać będzie, czy mogło dojść do przedstawienia przez biegłych medycyny sądowej fałszywej opinii co do śmierci Pyjasa. Przypomniał, że w tej sprawie na początku tygodnia przesłuchano już siostrzenicę krakowskiego opozycjonisty, która potwierdziła zarzuty sformułowane w doniesieniu, uszczegółowiła je oraz uzupełniła.

Do łódzkiej prokuratury dotarła też część akt z krakowskiego IPN.

Krakowski IPN prowadzi piąte już śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa. W ramach tego śledztwa w kwietniu 2010 roku odbyła się ekshumacja jego szczątków. IPN sformułował 22 pytania pod adresem biegłych powołanych do oględzin zwłok. Ich opinia dotarła do IPN pod koniec stycznia tego roku.

Według informacji uzyskanych przez PAP, opinia, którą przygotowywali biegli z Wrocławia, Gdańska i Bydgoszczy, wskazywała na fakt, że - ich zdaniem - śmierć Pyjasa mogła nastąpić w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wywołało to liczne komentarze. Z opinią nie zgadza się siostrzenica Pyjasa.

Już wcześniej zgłaszała ona zastrzeżenia do ustaleń biegłych. Formułowała je m.in. publicznie podczas pogrzebu ekshumowanych szczątków Pyjasa na cmentarzu w Gilowicach 18 czerwca ubiegłego roku. Dotyczyły one "zaginięcia dwóch kulistych przedmiotów, znalezionych podczas ekshumacji w miejscu, gdzie był mózg oraz pominięcia w protokole ze szczegółowych oględzin szczątków w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu metalicznie zabarwionych śladów wewnątrz czaszki". Obecny wtedy na pogrzebie prokurator IPN, zastrzegając, że wypowiada się "jako osoba prywatna", ocenił, że zarzuty są "absurdalne".

Osoby zbliżone do sprawy mówiły wówczas PAP, że może chodzić o pozostałości różańca i odbarwienia spowodowane materiałem wypełniającym czaszkę po badaniu mózgu.


IPN informował, że siostrzenica Pyjasa nie ma statusu strony pokrzywdzonej w śledztwie. Jej zastrzeżenia skierował jednak drogą służbową do krakowskiej prokuratury, która wszczęła śledztwo "w sprawie utrudniania postępowania IPN poprzez zacieranie śladów przestępstwa, ujawnionych w trakcie ekshumacji szczątków Stanisława Pyjasa".

Śledztwo to w lipcu zostało umorzone z powodu "niestwierdzenia znamion przestępstwa". Jak wyjaśniała wówczas rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Bogusława Marcinkowska, "brak jest obiektywnych podstaw do przyjęcia, iż w toku czynności ekshumacyjnych znaleziono i zabezpieczono dwa kuliste przedmioty oraz zakrzywioną jakby płytkę, i aby te rzeczy były potem przedmiotem zacierania śladów przestępstwa". Postanowienie jest prawomocne.

Ciało Stanisława Pyjasa znaleziono 7 maja 1977 r. w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Prokuratura umorzyła wówczas śledztwo, uznając, że zebrany materiał dowodowy "prowadzi do wniosku, że wyłączną przyczyną śmierci Stanisława Pyjasa był nieszczęśliwy wypadek spowodowany przez niego samego".

Według prokuratury najprawdopodobniej znajdujący się w stanie "poważnego stanu nietrzeźwości" student potknął się o nierówności posadzki. "To spowodowało nieamortyzowany rękami upadek, utratę przytomności, obrażenia i krwotok, w wyniku którego nastąpiło zachłyśnięcie się i uduszenie" - stwierdziła prokuratura.

Dla przyjaciół i znajomych Pyjasa ta wersja okoliczności jego śmierci była od początku niewiarygodna; wiedzieli, że interesowała się nim SB. Śmierć Pyjasa była impulsem do utworzenia w 1977 r. Studenckiego Komitetu Solidarności. Śledztwo wznowiono w 1991 r., a potem jeszcze kilkakrotnie podejmowano i umarzano z powodu niemożności wykrycia sprawców. Według ustaleń prokuratury, Stanisław Pyjas został śmiertelnie pobity.