Według ustaleń policji i prokuratury, Piotr S. miał na początku sierpnia pobić mężczyznę i zabrać mu torbę. "Kopał go po całym ciele. W rozboju uczestniczyło jeszcze dwóch innych niezidentyfikowanych sprawców" - informowała prokuratura. "Staruch" nie przyznaje się do winy, po zatrzymaniu został aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu do 12 lat więzienia.

"Sąd okręgowy nie uwzględnił zażalenia obrony na zastosowanie aresztu, całkowicie podzielił argumentację sądu rejonowego, iż zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się popełnienia zarzucanego mu czynu" - powiedział PAP w piątek rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzia Wojciech Małek.

Sędzia dodał, że wystąpiły również inne przesłanki, które zadecydowały o utrzymaniu aresztu. "Sąd uznał, że jedynie tymczasowe aresztowanie zapewni właściwy tok postępowania; chodzi o to, że zarzucony czyn jest zagrożony surową karą i taka surowa kara może być w tej sprawie wymierzona" - zaznaczył Małek. Dlatego, jak powiedział, sąd uznał, że "istnieje obawa, iż podejrzany przebywając na wolności, może utrudniać postępowanie".

Piotr S. został zatrzymany po uroczystości 67. rocznicy Godziny W na Kopcu Powstania Warszawskiego. Wcześniej do funkcjonariuszy zgłosił się młody mężczyzna. Z jego relacji wynikało, że został pobity na Starym Mieście właśnie przez Piotra S.

Piotr S. został współpracownikiem nowego dziennika "Gazeta Polska Codziennie", którego pierwszy numer ukazał się w piątek. Redaktor naczelny nowej gazety Tomasz Sakiewicz mówił PAP, że w dziale sportowym nowego pisma jest wielu dziennikarzy, którzy mają dobry kontakt z kibicami.

Sakiewicz wraz ze współpracownikami, przedstawiciele kibiców Legii oraz m.in. posłanka PiS Anna Sikora pojawili się w czwartek w sądzie okręgowym na posiedzeniu w sprawie zażalenia dotyczącego aresztu. Sakiewicz i Sikora chcieli złożyć poręczenie za Piotra S. Sąd nie przyjął jednak ich wniosków, samo posiedzenie - mimo protestów posłanki PiS - odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Sąd uzasadnił to dobrem postępowania i jego tajemnicą.

Decyzja o nieuwzględnieniu zażalenia obrony zapadła dopiero kilka godzin po posiedzeniu - w czwartek wieczorem, wpływ na to miał alarm bombowy ogłoszony w sądzie po południu.


Pod koniec maja warszawska prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko "Staruchowi" w związku z innym zdarzeniem. Po jednym z meczów mężczyzna uderzył w twarz piłkarza Legii Jakuba Rzeźniczaka. Grozi mu za to do roku więzienia. Ta sprawa dotyczy wypadków z początku kwietnia, gdy po porażce Legii z Ruchem Chorzów kibice stołecznego zespołu zwymyślali i opluli schodzących do szatni piłkarzy warszawskiej drużyny. Zareagował na to Rzeźniczak, który ostro im odpowiedział. Gdy piłkarze wyszli ponownie na murawę na pomeczowy trening, Rzeźniczaka uderzył w twarz prowadzący doping kibiców "Staruch". Zdarzenie zarejestrowała kamera, a nagranie opublikowano w internecie, pokazały je także media. Policja informowała, że Piotr S. nie przyznał się w tej sprawie do winy.

Władze stołecznego klubu zdecydowały już wcześniej o przywróceniu orzeczonego wobec S. dwuletniego klubowego zakazu stadionowego. "Osoba, która dopuściła się tego karygodnego przewinienia, dostała od klubu kredyt zaufania. Został on niestety nadużyty i nie mogliśmy podjąć innej decyzji" - wyjaśniał prezes Legii.

W czerwcu prawomocny zakaz stadionowy wobec Piotra S. orzekł także warszawski sąd. "Bez zdecydowanej reakcji będziemy mieli problemy na Euro 2012" - mówił wtedy sędzia. Sprawa dotyczyła zdarzeń z października 2009 roku, gdy przed meczem Legii Warszawa z Ruchem Chorzów spiker prosił o uczczenie chwilą ciszy pamięci Jana Wejcherta, jednego z założycieli władającej Legią spółki ITI. "Staruch" jako wodzirej kibiców zaintonował wtedy okrzyk "Jeszcze jeden!", adresowany do Mariusza Waltera, drugiego ze współwłaścicieli. Krzyczeć nie przestał mimo interwencji służb porządkowych, nie podporządkował się poleceniom służb porządkowych. Ochroniarze siłą wyprowadzili go ze stadionu.

"Staruch" został również zatrzymany przez policję w czasie akcji przeciwko chuliganom, którzy brali udział w zamieszkach - 3 maja - na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy, po finałowym meczu Pucharu Polski, w którym Legia grała z Lechem Poznań. W związku z tą sprawą S. usłyszał zarzut wtargnięcia na murawę i ma dozór policyjny.