O orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Lublinie ws. niezgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego Ostapkowicza poinformował IPN na swojej stronie internetowej. Tym samym SA oddalił apelację adwokata lustrowanego od wyroku Sądu Okręgowego w Lublinie.

Reklama

W sierpniu br. sąd okręgowy uwzględnił wniosek prokuratora biura lustracyjnego IPN w Lublinie o stwierdzenie nieprawdziwości oświadczenia lustracyjnego, złożonego w 2009 r. przez Ostapkowicza jako komendanta Karpackiego Oddziału SG w Nowym Sączu. Podał on w nim, że nie pracował, nie pełnił służby i nie był współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL. Sąd orzekł utratę wobec niego prawa wybieralności w wyborach na pięć lat oraz zakaz pełnienia funkcji publicznych na taki sam okres.

W marcu br. - gdy IPN ogłosił, że wystąpił do sądu o uznanie oświadczenia lustracyjnego Ostapkowicza za fałszywe - złożył on wniosek o odejście ze służby, po czym szef MSWiA Jerzy Miller odwołał go z funkcji.

47-letni Ostapkowicz w 1987 r. ukończył Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Zmechanizowanych im. T. Kościuszki we Wrocławiu w specjalności Wojsk Ochrony Pogranicza. Podczas przekształcenia WOP w 1991 r. w SG był komendantem Granicznej Placówki Kontrolnej w Hrubieszowie. Potem pełnił różne funkcje dowódcze w SG.

Zgodnie z ustawą lustracyjną osoba uznana prawomocnie przez sąd za kłamcę lustracyjnego traci pełnioną funkcję publiczną i nie może sprawować urzędów publicznych na czas od 3 do 10 lat.

Ustawa wymienia kilkanaście różnych organów bezpieczeństwa PRL, w których pracę i służbę lub tajną z nimi współpracę osoby pełniące funkcje publiczne muszą ujawnić w oświadczeniu lustracyjnym pod rygorem uznania za "kłamcę lustracyjnego". Wśród tych organów jest m.in. zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza (które po upadku PRL zastąpiła Straż Graniczna). Podczas prac legislacyjnych nad ustawą lustracyjną podkreślano, że zwiad WOP zajmował się m.in. walką z opozycją polityczną PRL.

Najgłośniejszym przypadkiem osoby, która przyznała się do służby w zwiadzie WOP, był prezes Izby Wojskowej Sądu Najwyższego gen. Janusz Godyń. Jego nazwisko znalazło się na wydrukowanej w 1999 r. w "Monitorze Polskim" pierwszej liście osób publicznych, które przyznały się do związków z organami bezpieczeństwa PRL. Sam Godyń mówił wtedy, że zaraz po studiach krótko służył jako oficer dochodzeniowo-śledczy w zwiadzie WOP. Oświadczył, że zajmował się tam wyłącznie przestępczością pospolitą i że nie miał nic wspólnego ze sprawami politycznymi. Zwierzchnik Godynia I prezes SN prof. Lech Gardocki mówił, że nie wyciągnie wobec Godynia żadnych konsekwencji, bo fakt służby w WOP "nie przynosi mu ujmy".