Warszawa wydała 68 mln zł z zaplanowanych 72 mln zł na odśnieżanie miasta. Tymczasem w zeszłym roku był to koszt jedynie 45 mln zł, i to za cały sezon liczony do połowy kwietnia.

W Gdańsku zaplanowane 11 mln zł na odśnieżanie już się skończyły, w Białymstoku wydano 80 proc. środków, a Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Krakowie podliczyła, że wydatki na utrzymanie małopolskich krajówek od października 2012 r. do stycznia tego roku sięgnęły 22 mln zł. To o 6 mln zł więcej niż w roku ubiegłym. Podobnie jest w całym kraju. Niemal wszystkie większe miasta skarżą się na to, że obfite i długie opady śniegu przetrzebiły ich budżety na utrzymanie dróg, a wydatki wcale się nie skończą, bo po ostrych zimach - jak tłumaczy Iwona Mikrut z krakowskiego oddziału GDDKiA - drogi są zniszczone i trzeba sporo inwestować w ich remonty. Kierowcy nie mają powodów do zadowolenia także z innego powodu: jazda w zimie oznacza - w zależności od marki - kilkanaście procent zużytego paliwa więcej niż w okresie letnim.

Cierpią też przedsiębiorcy, a szczególnie branża budowlana, której długa zima skraca okres pracy, oraz gastronomia, bo zawsze w miesiące zimowe notuje mniejszy ruch. Szczególnie widać to na rynku piwa. - Wprawdzie przedłużająca się zima nie wpływa znacząco na segment piw specjalnych, ponieważ są to piwa, które wykazują mniejszą podatność na sezonowość. Generalnie jednak mrozy znacznie opóźniły rozpoczęcie piwnego sezonu, co może negatywnie odbić się na wynikach sprzedaży w całej branży - przyznaje Marek Skrętny, szef marketingu w Browarze Amber. - Ludzie piją najwięcej piwa wiosną i latem, a wiosna w tym roku jakoś nie może nadejść. Dlatego browary mają sporo mniej zamówień na piwo od dystrybutorów - dodaje.

Mniejszy ruch jest też w sklepach. Ludzie są zmęczeni złą aurą i nie mają ochoty na zakupy. Z danych firmy Experian FootFall monitorującej ruch w centrach handlowych wynika, że w tym roku jest o 6 proc. mniej klientów niż w analogicznym okresie 2012 r.

Poza tym ludzie mają mniej pieniędzy - przez złą zimę. Z analizy Home Broker wynika, że zimno odbije się na rachunkach za ogrzewanie. Na przykład za ten okres grzewczy właściciele 50-metrowego mieszkania w wielkiej płycie zapłacą ok. 370 zł więcej, a 150-metrowego domu ogrzewanego gazem 660 zł. - Najbardziej we znaki da się marzec. Średnio opłaty za ogrzewanie mogą być wyższe nawet o połowę niż przed rokiem - mówi DGP Bartosz Turek, analityk Home Broker. Ciepłownicy szacują, że z każdym kolejnym stopniem mrozu rachunki za ogrzewanie skaczą o 4 proc.

Marzec zimniejszy niż zwykle

Średnia temperatura marca w Warszawie do wczoraj wynosiła minus 0,3 stopnia Celsjusza. Była więc o dwa stopnie niższa niż wieloletnia średnia dla tego miesiąca roku. Choć w sensie astronomicznym mamy już wiosnę, w sensie klimatycznym zacznie się ona, dopiero gdy średnia temperatura dnia na dobre przekroczy 5 stopni. W tym sensie zbliżająca się Wielkanoc będzie jeszcze świętem zimowym. Według danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) w niektórych regionach Polski - m.in. na Mazurach, Kaszubach i w Bieszczadach - średnia temperatura mijającej (miejmy nadzieję) zimy odbiegała od średniej z lat 1971-2000 o ponad 1,5 stopnia. To i tak mniej niż w 2011 roku, gdy zima w północnej Polsce była sroższa od przeciętnej nawet o 3 stopnie. Co ciekawe, luty 2013 roku mieścił się w normie wieloletniej; w przeciwieństwie do analogicznego miesiąca dwóch poprzednich lat, gdy był znacząco zimniejszy.

współpraca mwp