Śmierć Magdaleny nastąpiła w wyłącznej obecności Katarzyny W. i za jej udziałem - podkreślał sąd w uzasadnieniu wyroku. - Jest to osoba, która po wytyczeniu celu konsekwentnie dąży do ich realizacji. (…) Osoba bardzo niechętnie przyznająca się do porażek - charakteryzował skazaną Katarzynę W.

Reklama

"Ciąża niweczy ambitne plany"

Sąd wskazał na wyniki ekspertyz biegłych, a także zeznania samej Katarzyny W. oraz jej męża, dotyczące wyszukiwanych w ich komputerze fraz. Stwierdził przy tym, że kobieta szukała informacji o tym, jak zabić człowieka, który jest niemowlęciem. Przypominał również, jakie zapisy znalazły się w dziennikach oskarżonej. Katarzyna W. wspominała w nich, że dziecka nie chce, że ciąża niweczy jej ambitne plany, że nie czuje się matką. W ustnym uzasadnieniu sąd podkreślił, że zeznania świadków mówią o tym, iż oskarżona utwierdziła się w swoich czarnych prognozach dotyczących przyszłości jej i jej małżeństwa.

Znaczna część ustaleń faktycznych jest bezsporna - podkreślił sąd, dodając, że jedyne, co musiał rozstrzygnąć, to kwestia, czy do śmierci Magdaleny W. doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku, czy też działania celowego.

Prokuratura domagała się dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 30 latach. Jak argumentował prokurator Zbigniew Grześkowiak, Katarzyna W. dokładnie zaplanowała zbrodnię.

"Matka sprawdza ceny trumien..."

Gdy wracam pamięcią do materiału dowodowego, przed oczami mam głównie dwa odtworzone na jego podstawie zdarzenia. Pierwsze z nich to poranek 20 stycznia 2012 roku, niemal tydzień przed zbrodnią, godzina 9.30. Po powrocie z nocnej zmiany Bartłomiej W. śpi w sypialni, zaś Magdalena W. bawi się beztrosko w wózku tuż obok swojej matki, której bliskość daje jej poczucie bezpieczeństwa. Matki, która w tym czasie ze spokojem sprawdza w sieci Internet ceny trumien dla dzieci i koszty kremacji niemowląt, by po chwili sprawdzić przepis na kluski leniwe i wrócić do oglądania romantycznych komedii - zwracał się do sądu prokurator Grześkowiak na ostatniej rozprawie, w poniedziałek 2 września.

Drugie z nich to tragiczny dzień 24 stycznia 2012 roku, godzina 16.14. Po uduszeniu swojej córki i ubraniu jej zwłok, oskarżona pisze wiadomość do męża: "kotku, kup trochę pieczarek, jak jesteś w sklepie i napal w piecach, jak wrócisz, bo chyba będziesz szybciej niż ja, kocham cię". Potem dzwoni do swojego brata, informując go, że "dziecko właśnie się obudziło i już wychodzą z domu". Następnie podnosi zwłoki dziecka i spokojnie wychodzi z mieszkania - przedstawiał ustalenia prokuratury Zbigniew Grześkowiak.

Te dwie sceny, Wysoki Sądzie, doskonale oddają obraz Katarzyny W. jako dojrzałej, inteligentnej, wysoce zorganizowanej i całkowicie poczytalnej kobiety, która po powzięciu bezpośredniego zamiaru zamordowania swej córki, mając pełną świadomość bezprawności swojego czynu oraz wystarczającą ilość czasu na przemyślenie swojego postępowania i odstąpienie od zbrodniczych zamiarów, z chłodną kalkulacją, w ciągu kilku dni szczegółowo zaplanowała i przygotowała zbrodnię, wybierając jej czas, miejsce i okoliczności, a następnie z przerażającą konsekwencją dokonała zabójstwa dziecka, nie zapominając przy tym opracować równie szczegółowy plan ukrycia zwłok i uniknięcia odpowiedzialności karnej oraz zrzucenia winy na niewinną osobę trzecią - tak prokurator Grześkowiak opisywał Katarzynę W.

"Kłamczucha, perfekcjonistka..."

Innego zdania był adwokat oskarżonej, Arkadiusz Ludwiczek.

Tak naprawdę obraz mojej klientki jest inny niż ten, który przed chwilą przedstawił prokurator - przekonywał obrońca w mowie końcowej, która trwała ponad sześć godzin. - Chciałbym zacząć od czegoś, co tak naprawdę daje rys osobowościowy mojej klientki. Na wielu stronach aktu oskarżenia jest jasno napisane, jaką to osobą jest moja klientka. Wiemy, że jest kłamczuchą, że jest perfekcjonistką i nie potrafi okazywać uczuć. Powodem takich opinią są przede wszystkim zeznania innych osób. W większości przypadków ten materiał dowodowy oparty jest na kilku nazwiskach. To te osoby nakreśliły nam obraz mojej klientki - twierdził.

Zdaniem adwokata, prokuraturze nie udało się bezspornie udowodnić winy oskarżonej, podobnie jak nie udało się procesowo uwodnić opinii biegłych o uduszeniu półrocznej Magdy.

"Przepraszam wszystkich..."

Na końcowej rozprawie w procesie, po mowach prokuratora i obrońcy głos zabrała Katarzyna W. - Przepraszam wszystkich za to, że wprowadziłam ich w błąd. Jestem niewinna, nie zabiłam Magdy, ona wypadła mi z rąk. To był wypadek. Dlatego proszę Wysoki Sąd o uniewinnienie - powiedziała. - Mam świadomość tego, jak jestem postrzegana i jak został wykreowany mój wizerunek w mediach. Natomiast kiedy zdarzył się ten wypadek, kiedy zmarła mi na rękach moja córka Magda, nie wiedziałam, co mam zrobić - dodała, zwracając się do sądu.

Reklama

O sprawie małej Magdy z Sosnowca Polska usłyszała 24 stycznia 2012 roku. Tego dnia Katarzyna W. zaalarmowała policję, że nieznany jej mężczyzna obezwładnił ją, a następnie porwał z wózka jej półroczną córkę. Media szybko nagłośniły sprawę, osoby postronne zaangażowały się w poszukiwania dziewczynki, Katarzyna W. występowała w telewizjach z apelami do porywacza o oddanie jej dziecka. W tym czasie policjanci szukali tajemniczego napastnika.

Uduszenie, nie upadek

W sprawę zaangażował się właściciel biura detektywistycznego Krzysztof Rutkowski. To on, dzięki sprytnej prowokacji wpłynął na Katarzynę W., która niespodziewanie zmieniła zeznania i przyznała, że jej córka nie żyje, że straciła życie w wyniku nieszczęśliwego wypadku, że wysunęła jej się z rąk i uderzyła głową o wysoki próg w mieszkaniu. Na początku lutego ciało dziewczynki znaleziono zagrzebane w ziemi i przykryte gruzami w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu. Prokuratura nie dała jednak wiary tłumaczeniom kobiety i oskarżyła Katarzynę W. o zabicie dziecka z premedytacją.

Proces przed katowickim sądem ruszył w lutym tego roku. Odbyło się kilkanaście rozpraw, przesłuchano kilkudziesięciu świadków, sąd zapoznał się również z opiniami medycznymi w sprawie przyczyn śmierci dziecka. Biegli uznali, że półroczna Magda straciła życie nie wskutek wypadku, a w sposób gwałtowny. Charakter obrażeń według biegłych wskazywał na uduszenie.