Wiedza małoletnich potrafi zadziwić, a czasem wręcz zawstydzić dorosłych. Ta teza dobitnie potwierdziła się podczas debaty „Żądamy waloryzacji kieszonkowego!” zorganizowanej w siedzibie „Dziennika Gazety Prawnej”. Prowadzący wielokrotnie był pod wrażeniem inteligentnych spostrzeżeń zebranych dzieci i młodzieży. – Skąd wy to wszystko wiecie?! – pytał wielokrotnie. – Z internetu, telewizji i ze szkoły – wyliczały dzieci. – Ale też z gazet, książek i... od dorosłych. Generalnie zewsząd! Młode umysły chłoną nową wiedzę jak gąbka. A do tego dzieci są doskonałymi obserwatorami i naśladowcami. Wystarczy zachęta lub dobry przykład!

Reklama
Źródło nieznane

WIKTORIA TOBOREK (LAT 7)

Skąd się biorą pieniądze?

Debata rozpoczęła się od zagadnień najprostszych. Skąd się biorą pieniądze? – Od rodziców – mówiła 8-letnia Antosia. – A rodzice skąd je mają? – pytał prowadzący. Dzieci ustaliły, że dzięki pracy. 10-letnia Maja zauważyła, że mogą je dostawać w papierkach do ręki, ale także przelewem na konto bankowe. – A jakie znacie banki? – pytał moderator. Okazało się, że bardzo dużo. Najmłodsi jednak wskazywali głównie na PKO Bank Polski, którego roll-up można było zauważyć w sali konferencyjnej prowadzonej debaty.

Chwilę potem tematem dyskusji było oszczędzanie. Odpowiedzi wskazywały na to, że dzieci bardzo racjonalnie odkładają pieniądze. Jaką mają motywację? – Mogę sobie kupić coś, co lubię – przyznał 14-letni Maciek.

Źródło nieznane

MAGDALENA GUY (LAT 9)

Część dzieci woli dłużej oszczędzać i kupić sobie wymarzoną rzecz, np. część do komputera, nowy rower czy coś do wystroju pokoju, niż zdecydować się kupować na raty. Dlaczego? Bo wiedzą, że biorąc raty, w efekcie płaci się więcej. Maciek wyjaśniał nawet, że rozumie, dlaczego raty są „droższe”. – Na oprocentowaniu zarabia państwo i przedsiębiorca, który na naszych ratach chce zarobić.

Deklarowanej przez dzieci wstrzemięźliwości w kupowaniu pozazdrościłby niejeden dorosły. A czy nowe pokolenie Polaków lubi nowoczesne zakupy – w internecie? Zdecydowanie tak! – Lubię kupować w internecie, ale zawsze wolę daną rzecz wcześniej „dotknąć” u kolegów albo w normalnym sklepie – mówił Jeremi. Jego i innych zdaniem kupowanie online jest wygodne i umożliwia szybkie znalezienie najlepszej oferty.

Źródło nieznane

OLA PERANOWSKA (LAT 7)

– Ale skąd właściwie macie pieniądze na zakupy? – pytał prowadzący. – Dostajemy kieszonkowe, a czasem też zarabiamy – oświadczyli młodzi uczestnicy debaty, zgodnie przyznając, że ich kieszonkowe jest zbyt małe. – Dostaję malutko, więc muszę oszczędzać – przyznała ze smutkiem 7-letnia Klara.

Większe kieszonkowe

Wtedy prowadzący debatę zapytał: – A czy wiecie, co to jest waloryzacja? Na sali zapanowała cisza. Prowadzący wyjaśnił, że jest to sytuacja, kiedy rodzice zarabiają więcej dzięki zmieniającej się ekonomii i w związku z tym dzieci mogą żądać, by kwota kieszonkowego również wzrosła. – Podoba mi się to, przekonam do tego tatę! – odparła z radością 12-letnia Zosia.

Reklama

Na pytanie, w jaki sposób zarabiają, uczestnicy odpowiadali wyjątkowo kreatywnie. – Ja myłam samochód i tata mówił, że za połowę dostanę 8 złotych, a za cały aż 20 złotych – opowiedziała 12-letnia Dominika. Z kolei Maciek sprzątał w domu, a Wiktoria regularnie wyrzucała śmieci. To jednak jeszcze nie wszystko. 8-letni Wiktor handlował samochodami! – Takimi prawdziwymi? – zdziwił się prowadzący. – Nie – śmiał się Wiktor. – Zabawkowymi, ale zarobiłem aż 80 złotych – wyjaśnił. To całkiem dochodowy interes – przyznały dzieci. Podobnie, jak ten 12-letniego Kajetana, który razem z bratem uzbierali 54 złote sprzedając książki. Wszystkich pobiła jednak 12-letnia Ania, która nie tylko piekła muffinki, ale jeszcze z zyskiem je sprzedawała.

Większość dzieci wykonała zatem usługę na rzecz kupujących. Wiktor działał w handlu, a Ania była producentem i sprzedawcą produktu. Prowadzący zapytał więc dzieci, czy banki też mogą coś sprzedawać. – Banki pomagają oszczędzać, ale nie produkują pieniędzy – powiedział Maciek.

Antylopy i inne waluty świata

– Skoro jesteśmy przy pieniądzach, czy wiecie, co to jest waluta? – Tak. To pieniądze w różnych krajach świata – mówiły dzieci wyliczając: funty brytyjskie, dolary amerykańskie, euro, korony czeskie, korony norweskie, jeny w Japonii, juany w Chinach, ruble w Rosji, franki szwajcarskie, dirham w Indiach... – I antylopy – powiedziała 7-letnia Amelka. – Antylopy? – szczerze, lecz milcząco zdziwił się prowadzący. Po chwili jednak skojarzył wizerunek na monetach jednego z krajów afrykańskich. W większości krajów Unii Europejskiej płaci się głównie w euro. – Skąd możemy wziąć euro? – Trzeba wymienić nasze złotówki w banku lub kantorze – mówiły dzieci. – A czy euro zawsze kosztuje tyle samo? – pytał prowadzący. – Nie, to zależy od aktualnego kursu euro i złotówek – tłumaczyła 12-letnia Jagoda. – Czy można zarobić na takiej wymianie ? – dopytywał moderator. – Tak, można kupić tanio euro, poczekać, aż jego cena wzrośnie, i wtedy sprzedać. Można zarobić trochę pieniążków – spokojnie tłumaczyła wszystkim 12-letnia Natalia. – Można też na tym stracić – słusznie zauważyło kilku chłopców. Kurs walut potrafi przecież czasem gwałtownie spaść.

Skarbonka czy konto

Jak widać, dzieci wiedzą, czym są pieniądze i jak racjonalnie nimi dysponować. Wiedzą też, gdzie najlepiej je gromadzić. – Część pieniążków trzymam w skarbonce, a część na koncie w banku – przyznał Maciek, który ma swoje konto, kartę płatniczą i korzysta z możliwości płacenia telefonem.

Choć płatności przez telefon wśród dzieci jeszcze nie są zbyt powszechne, to używanie kart płatniczych owszem. Służą im głównie do płacenia i wypłat gotówki z bankomatu. – Nie mam dużo pieniędzy, jeśli ktoś ukradnie mi kartę to mogę ją łatwo zablokować, a jak zgubię telefon, to stracę nie tylko oszczędności – mówił Jeremi.

Złodzieje i hakerzy

Strach przed utratą pieniędzy sprawia, że najmłodsze dzieci decydują się po prostu trzymać je u rodziców. Starsze, są bardziej samodzielne. Moderator zapytał je, co trzeba robić, by chronić swoją kartę płatniczą. – Trzymać ją w portfelu – padła odpowiedź. – A co w przypadku, gdy karta zostanie skradziona? – kontynuował prowadzący. Tutaj dzieci wykazały się naprawdę sporą wiedzą i zimną krwią, czego pozazdrościłby zapewne niejeden dorosły. Wyjaśniały, że gdy tylko zauważymy brak karty to od razu trzeba zadzwonić do banku, podać numer karty, a wtedy zostanie ona zablokowana i gotowe. Wszyscy się śmiali, że to dobry sposób aby oszukać złodzieja. – Skoro korzystacie z kart płatniczych, to może także z internetowych serwisów bankowych? – zapytał moderator. Wielu uczestników potwierdziło, a ponieważ temat dotyczył bezpieczeństwa od razu powiedzieli, że zagrożeniem są nie tylko oszuści i złodzieje, ale także hakerzy. Dzieci wiedziały, czym są wirusy komputerowe i że ich obecność w komputerze czy na tablecie może prowadzić do kłopotów.

– Kiedy w moim komputerze pojawił się wirus, od razu pozamykałem aplikacje bankowe, portale społecznościowe i czyściłem hasła zapamiętane przez przeglądarkę internetową – tłumaczył Maciek. Dzieci przyznały mu rację mówiąc też o antywirusach. Doskonale wiedziały o co chodzi.

Bez podatków nic by nie było

Prowadzący postanowił zmienić temat i spytał: – A wiecie, za co wasi rodzice płacą podatki? – Za samochód. – Za paliwo! – Za drogi – odpowiadali jeden przez drugiego chłopcy. – Za te pieniądze z podatków powstają szkoły, gdzie musimy się uczyć – dodała Wiktoria. – Te pieniądze idą też na wojsko, szpitale, straż pożarną i policję – dodał Wiktor.

– A co gdyby ludzie nie płacili podatków? – spytał prowadzący i wyjaśnił czym jest szara strefa. Dzieci szybko zrozumiały i stwierdziły, że gdyby nikt nie płacił podatków to niewiele byłoby w naszym kraju. – I nie mielibyśmy gdzie mieszkać? – spytał zatroskany Wiktor.

– To niewykluczone – przyznał prowadzący.

Rodzina 500+

Na zakończenie moderator zapytał: – Czy wiecie, czym jest program „Rodzina 500 plus”? Dzieci znakomicie się orientowały. – Dzięki niemu rodziny co miesiąc dostają 500 złotych na drugie i kolejne dzieci – tłumaczył Maciek. – A skąd państwo bierze fundusze, by móc wydawać te 500 złotych rodzinom? – dopytywał prowadzący. – Właśnie z podatków! – przyznały zgodnie dzieci.

– Tak, można więc powiedzieć, że państwo wyciąga z jednej kieszeni, żeby włożyć do drugiej – tłumaczył. Był szczerze zachwycony wiedzą dzieci na tak skomplikowane tematy ekonomiczne.

Po debacie większość z nich przyznała, że spotkanie dużo je nauczyło i zachęciło do zainteresowania tematem. – Przecież pieniążki są nam potrzebne i trzeba się nimi interesować – powiedziała Wiktoria. Nic dodać, nic ująć.