Dziennik Gazeta Prawana logo

Druga strona opinii ws. sędziego Łączewskiego. "GW" o tym, czego nie napisał tabloid

8 września 2016, 09:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sędzia Wojciech Łączewski
Sędzia Wojciech Łączewski/PAP Archiwalny
O tym, że nie stwierdzono włamania na sprzęt sędziego Wojciecha Łączewskiego, napisał ostatnio "Super Express", sugerując, że opinia biegłych jest dowodem na kłamstwa prawnika. Jednak "Gazeta Wyborcza" donosi, że z tej samej opinii biegłych wynika, iż sędzia nie zamieszczał ze swych sprzętów wpisów, w których - wedle niektórych - miał namawiać Tomasza Lisa do wspólnego działania przeciwko rządowi PiS.

"Gazeta Wyborcza" podkreśla, że publikacja w "Super Expressie", a także materiał "Wiadomości" TVP na ten sam temat, pojawiły się dwa dni po kongresie sędziów, w którym wziął udział Wojciech Łączewski i na którym dominowały opinie krytyczne wobec władzy.

"Gazeta" zwraca uwagę, że z tej samej opinii, na którą powołał się tabloid, cytując przy tym anonimowego prokuratora, wynika jeszcze coś - że ze sprzętów należących do sędziego Łączewskiego nie zamieszczano na Twitterze feralnych wpisów. Publikację i tezę o tym, że Łączewski jest kłamcą, bo nie ma dowodów włamania na komputer, skomentowała rzeczniczka prowadzącej sprawę Prokuratury Okręgowej w Legnicy. - - wyjaśniła Liliana Łukasiewicz. Dziennik podkreśla, że śledztwo zostało wszczęte na wniosek samego sędziego, który przekazał wszystkie swoje komputery i telefony komórkowe do badania.

Sędzia Wojciech Łączewski znany jest z głośnych wyroków, z których największym echem odbiło się skazanie obecnego ministra koordynatora ds. służb specjalnych, a kiedyś pierwszego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Mariusza Kamińskiego, na karę bezwzględnego więzienia za prowokację wobec Andrzeja Leppera (Mariusz Kamiński został ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę, jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku, wobec którego została wniesiona apelacja). Ale to również on pseudokibiców wykrzykujących antysemickie hasła skazał na prace społeczne i obejrzenie filmu "Cud purymowy" o rodzinie antysemitów, którzy okazują się być Żydami.

W połowie stycznia doszło do twitterowej prywatnej rozmowy prowadzonej z konta Marka Matusiaka z fałszywym profilem Tomasza Lisa. "Matusiak" w końcu przedstawia się jako sędzia Wojciech Łączewski. Proponuje komuś, kogo bierze za redaktora naczelnego "Newsweeka", zmianę strategii w pisaniu o poczynaniach władzy. Wkrótce potem, już po kontakcie założyciela fałszywego konta Lisa z mediami, umawia się on z sędzią na spotkanie, na które Wojciech Łączewski przychodzi.
On sam twierdzi, że padł ofiarą prowokacji i włamania na konto na Twitterze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Gazeta Wyborcza
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj