Na swoim profilu społecznościowym emerytowany pułkownik zamieścił fotokopię wezwania na policję. Jak wynika z treści dokumentu, ma się stawić na komendzie policji w Nysie jako sprawca wykroczenia określonego art. 61 par. 1 kodeksu wykroczeń: "Kto przywłaszcza sobie stanowisko, tytuł lub stopień albo publicznie nosi odznaczenie, odznakę, strój lub mundur, do których nie ma prawa, podlega karze grzywny do tysiąca złotych lub karze nagany".
Komisarz Hubert Adamek z biura prasowego KW Policji w Opolu odmówił informacji na temat wezwania Mazguły. Jak tłumaczył, nie jest to możliwe przed zapoznaniem się z aktami sprawy.
Sam Mazguła przypuszcza, że wezwanie ma związek z noszeniem przez niego podczas różnego rodzaju wystąpień publicznych elementów munduru, tak jak w przypadku manifestacji studentów we Wrocławiu, w trakcie której pojawił się w wojskowym berecie. - - tłumaczy Mazguła.
- - argumentuje płk. rezerwy.
Mazguła wywołał kontrowersje na początku grudnia na wiecu zorganizowanym w proteście przeciw tzw. ustawie dezubekizacyjnej swoimi słowami o stanie wojennym. Jak mówił, "były tam jakieś bijatyki, były jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie rzecz biorąc, najczęściej jednak dochowano jakiejś kultury w całym zdarzeniu". Przeprosił później za te słowa, określając stan wojenny jako zło. Po burzy medialnej zrezygnował z funkcji komendanta opolskiej chorągwi ZHP. Nie zakończył jednak działalności publicznej. Od 11 stycznia 2017 roku jest prezesem ogólnopolskiego Stowarzyszenia "Tarcza".
W połowie grudnia Mazguła dostał zakaz noszenia munduru. Jak tłumaczył wówczas szef MON Antonii Macierewicz, "wychwalanie zbrodni przeciwko narodowi, bo tym był stan wojenny, jest przestępstwem i ludzie, którzy to robią, poniosą tego konsekwencje. Zwłaszcza jeżeli próbują to robić w mundurze żołnierza polskiego".
MON wysłało też do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu o podejrzeniu przestępstwa przez Mazgułę. Miałby to być czyn określony w art. 255 Kodeksu karnego, czyli publiczne nawoływanie do przestępstwa.